![]() |
Przepraszam!
Jak tak, bez ozdobnika muzycznego?! Nie zostawić podpisu?! Olle!! |
El Czariusz. Fascynujesz mnie. Chciałbym Cię poznać osobiście :D
|
Podpis.
|
Ale to na stałe?
Czy tylko na badania? Tylko ręce myj przed posiłkiem, bo bedą za Tobą wołali "gówniany Darek". Panie pamiętliwy.... Aaaa pamiętasz Pawła? |
Zgłoszenie przyjęte.
Ad. 1: Maniana. Ad. 2: Oczywiście, że pamiętam! To już piąty (czy szósty rok) leci, jak jestem pod nieustającym wrażeniem. https://i.ibb.co/tM7mkHCt/Screenshot...id-youtube.jpg A tu moje pawełki. Podmieniłem toksyczne na widok... https://i.ibb.co/ZRLNVwxX/IMG-20260223-092936.jpg ...szarych renet z czereśnią na torcie. Ad. 3: Cytat:
Dla tych, co chcą mnie poznać. https://www.facebook.com/share/r/1D2CQU9XUn/ Minął rok kiedy zapadła decyzja by otworzyć nową filię Biura Turystyki Nieodpowiedzialnej... https://i.ibb.co/gx20PcH/IMG-20250224-162641.jpg ...Przystanek Wschód. Luty 2025. Tu zapadła... https://i.ibb.co/nNhHBZZ7/IMG-20250226-133409.jpg ...podczas wizyty włości na rubieżach wraz... https://i.ibb.co/PvmCLGJy/IMG-20250227-144930.jpg ...ze Strażnikiem Domowym i naszym Dobrodziejem. Widzimy w Lany Poniedziałek. Tymczasem podpis pierwszy: https://i.ibb.co/qLzDHqjB/IMG-20260223-102515.jpg I drugi: |
:popcorn:
|
Pisałem, że odezwę się tutaj jak będzie się działo to, co obiecałem w "odezwie".
Więc się dzieje. Ale dzisiaj nie o tym. Poświęciłem już gamoniowi kilka fajnych postów. Wiem, że były fajne, bo sygnalizowali mi to sygnaliści. Te pozytywne pedały, "bo sygnalistów było wielu..." Ja też jestem sygnalistą ale z innego pokolenia. Z tego pokolenia, które zacięcie trzymało gębę na kłódkę nawet, gdy było złapane za rękę. Z racji mego szalonego podejścia do komuny, nie potrafiła ona znaleźć na mnie haka. W sumie jestem (znaczy chciałbym być) jak Pan Fronczewski. Znakomity aktor. Jego komuna też próbowała złamać. Załatwił ich bez mydła. Mnie w 1984, kiedy porzuciłem wojsko "akademickie", w które wpakowałem się jak w granicę z AFG w 2008-ym, spotkało to samo. I to trzy razy, za każdym razem skutecznie. Jest tu z nami uzer "dra-twa". W jednym z wątków napisał, że ma już dość powtarzania "tych samych"... Ja w moim wątku powielam f-cznie moje wspomnienia - powtarzam. Za każdym razem, kiedy tu wracam... Na tym polega uczenie. Nie wiem, na czym polega "popularność" tego wątku. Gonię ATomka i zaraz dogonię jego "Samych Swoich"... Polega to na czym...? Ale wyobraźcie sobie teraz Fazika, który nie "politykuje" i otwiera podobny wątek. Przekonałem go do tego. Jutro się będziemy korespondencyjnie targować. Będzie jatka na całego. |
2 Załącznik(ów)
Dzisiaj ostatni, pełny dzień zimy.
|
Oo widzę, że rower gdzieś jedzie :)
|
Cytat:
|
4 Załącznik(ów)
Z pozdrowieniami dla Pana Inżyniera.
|
2 Załącznik(ów)
Kurde mołek... To już sobota?
Z wczoraj... |
3 Załącznik(ów)
I jeszcze takie cuś z wczoraj.
O przedwczoraj napiszę jak wrócę. |
:Thumbs_Up::D Rowerem kielichy wozisz i krzesła ?
|
No nie było łatwo to wszystko targać.
Najgorzej to było z tym strumieniem. W Poszukiwany, poszukiwana dyrektor zjednoczenia przesunął jezioro a ja... Walczyłem z wilkami na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Cholery przegryzły mi oponę w rowerze i to mnie chyba uratowało. Stara, 33-letnia guma niesmaczna była. Do wsi zlatują się bociany. Wiosna Panie sierżancie. |
Fajnie Ci widzieć jak ptaszyska się zlatują, ja tylko na niebie klucze oglądam, tak wiosna panie sierżancie
|
Wczorajsze trele.
Boćki zaś klekoczą. |
Czarny kot na drodze :eek: panie ja pluję trzy razy przez lewe ramię i liczę od 10 do 1 :D. Wypróbuj więcej kapcia nie będzie
|
Jaki on tam był, to on sam wie;)
W nocy wszystkie są czarne. Do miasteczka mam po zakupy 4km. 2x 4km z buta już zaliczone. Opona już na śmietnik, pokleiłem raczki, byle w poniedziałek do Osowca dojechać. Miałem wracać jutro ale pogoda rokuje. Odpalam się i czytam o zabytkowej ciesiołce. Zduna .AM umi9nego na po świętach, drewno do remontu chaty z rozbiórki, załatwione. Podlasie chyba lepsze od gazikowego NRD. To, co piszę Gazik.w temacie wschodnich Niemiec potwierdza nasz wspólny kumpel, który siedzi na budowie w Dreźnie. Nasz inżynier jest uwiązany budową ale zaliczył targi mostowe w Dreźnie, zatem targowaliśmy się korespondencyjnie. P.S. Gniazdo obok mnie nie wiem czy ostatecznie zajęte. Przed południem siedział tam biało czarny kolega jak wczoraj ale chyba bez kobity. Muszę doczytać, jak się w te pary dobierają. |
Poszukaj jakiejś biało czarnej panny dla niego , nasz Gazik nie zmordowany w walce z lewa...w górę ;)
|
1 Załącznik(ów)
Ja tu z lewą stroną w ogóle się nie widzę:)
Zduny umówiony. Przywróci do życia trzon kuchenny. Zaakceptował mnie jako swojego, dlatego cena naprawdę przyjazna. Do tego dostałem cynka, bym się powstrzymał z kupowaniem drewna na remont chaty, bo materiał po okolicy jest i zaprawdę po taniości. Drewno oczywista w dobrym stanie i praktycznie za darmo. Tylko przewieźć a i z tym nie ma problemu. Panie w sklepie już mnie kojarzą. Zwłaszcza taka fajna babka z działu mięsnego. Dzisiaj była golonka w promocji: - Bierz pan. Mięsko jak ta lala. Droga pani, ta lala jest jedną, którą tu widzę. Itd. Pod kuchnią napalone. Chrustu suchego po wycince w listopadzie skolka ugodna. Do gotowania ideał. Zima tu była ostra, drewno wyschło na wiór. Lekko zawilgotniały szybko dosudzy się na ruszcie. Zero bodźców, tylko te, które towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów. Pisanie na smartfonie dopuszczalne. Golonka się warzy... Z wywaru klasycznego będzie barszcz. |
Golonka dochodzi.
Jestem po rozmowie z wnukiem. Chce jeździć po wsi karocą (między kurami, gęsiami, kurami) i mieć betonowy basen. Dziadek wytłumaczył mu, że jak chce rozrabiać na wsi do woli, to karocę zastąpi fura, a betonowy basen staw lub okoliczne jeziora. No i będziemy rozrabiać. |
gęśmi się mówi.
|
Gęsiami, rodzaj babski.
Gęśmi rodzaj męski. Bicykl gotowy do podróży. Ostatnia inwentaryzacja chałupy, i ta zostanie odtworzona "z klocków". Stodoła stoi. Zimę przeżyła. Nadmiar pożywienia z wczorajszego gotowania upchać do słoików pozostaje. Po proszonym obiedzie, to ja już tylko barszczem będę się raczył. Bociek czeka na kobitę. Słońce świeci. Dzieci lubią misie. |
2 Załącznik(ów)
No i w którą stronę zachód dziki?
|
Jak będziesz wystarczająco długo jechał na wschód to dojedziesz na zachód :D
|
Nie ma takiej opcji. Nie na tej szerokości geograficznej i nie z buta czy rowerem.
Nawet przy zamarzniętej Cieśninie Beringa i M. Arktycznym. Nie darmo klapsy na dupę zaliczył syn Kazika. Jutro przy kawie zamknę temat. Temat PKP. Nad taryfami pracowały tęgie głowy. Cudem nie mieszam tego z Mazurkasa sugestią. Nie trzeba. Globus pl rzeźbi w gównie co rusz jakieś kwiatki, jakby się ścigał z kolorami wiosny. |
A wieloryby ?
|
Cytat:
|
No tak...
Jest do wzięcia Neptun 210 w bdb stanie z przyczepą i silnikiem elektrycznym, dwoma kompletami żagli w bdb stanie, toaleta przenośna, pełne olinowanie. Przyczepa - komplet dokumentów DMC 750. Jacht gotowy do sezonu, cena: 14 400zł. 5 dni na granicy z cywilizacją. To nie było bezpieczne... Do tego geriatrycznie - po raz kolejny spore wyzwanie. Prawdziwa... https://i.ibb.co/CKNjYqSw/IMG-20260323-114730.jpg Wszędzie zagrożenie... https://i.ibb.co/wN2w17TR/IMG-20260323-123846.jpg Kosmiczne propozycje... https://i.ibb.co/fYF4qTDL/IMG-20260323-143406.jpg https://i.ibb.co/vCK0XZdw/IMG-20260323-143411.jpg Jak ja się... https://i.ibb.co/9H7gXPcj/IMG-20260323-142832.jpg ...że mam to już za sobą. Odcisk na mózgu i skraju odbytu. A było to tak... |
Przy zakupie witamin Webasto gratis :haha2:
|
Ten wyjazd, to nie była...
https://i.ibb.co/Gv2K0Wk6/IMG-20260323-141346.jpg To był wyjazd edukacyjny. Z pewnymi kłopotami. Np. kupnem biletu z Przystanku Oliwa do Sokółki z przesiadką w W-wie Zachodniej. Kluczem był rower. System nie akceptował roweru na tej trasie. Akceptował z przesiadką na Wschodniej. Miała być W-wa Zachodnia, bo stamtąd mi było bliżej rowerowo (i przede wszystkim szybciej) do Ptak EXPO. System się uparł. Postanowiłem się nie upierać. Kupiłem jak Kasa PKP przykazała. Ów problematyczny odcinek przejechałem sobie na gapę. Targi były poświęcone stolarstwu. Mnie interesował konkretnie jeden temat. Temat stolarski ale w wersji makro. Obróbka ciesielska z wykorzystaniem profesjonalnych narzędzi. Konkretniej - np. wycinanie zamków. Jeszcze konkretniej - np. łączenia popularnie nazywanego jaskółczym ogonem na wrąb, czyli łączenie dwóch belek/płazów pod kątem 90st. Zatem utknąłem na chwilę przy stanowisku mafell`a. Niestety pan przedstawiciel nie miał o tym zielonego pojęcia. Był szablon, całkiem spory (Arunda System) ale nie do tego, czego ja potrzebowałem. Może pan był już zmęczony. Dzień targów trzeci, w południe. Miał prawo być zmęczony. Sprzęt super. Np.: - Pilarka łańcuchowa ciesielska... Nawet nią pociąłem sobie (z regulacją kąta cięcia). Nawet mam film z operacji, bo fajna pani mnie zachęciła. Bardziej fajna od pana. Stwierdziła po cięciu, że jestem idealnym, marketingowym modelem. W sensie mój pokaz cięcia - idealny. Jak w reklamie: kup zestaw witamin a dostanie webasto. Byłem witaminą. Cena "targowa" - 23 516,00 zł + VAT. - Frezarka górnowrzecionowa, cena: 2 936,00 zł + VAT. - Akumulatorowa frezarka do wręg, cena: 9 908,00 zł + VAT. Poza tym dłutownica i wiele innych. Mocno okupowany był dział Festool`a. Też uznana marka. No i firmy od strugarek/wyrównywarek z całą potęgą stołów roboczych umożliwiających prace w kilku płaszczyznach plus mocno już profesjonalny sprzęt do kompleksowej obróbki drewna. No cóż... Pozostaje mi skorzystać z wiedzy pana inż. Franciszka Kopkowicza, tabl. XVL str. 40 wydania z 1947: Ciesiołka wiejska i małomiasteczkowa. W niej instrukcja: "... rysunek 120 przedstawia rzut pionowy lewej i prawej strony ściany od strony zewnętrznej. Dla ułatwienia wykonania węgłów podaję w rys. 121, 122, 123, 124 sposób, który w praktyce nie zawodzi. Wg rys. 120 dzielimy wysokość płazy na 12 części. Wycinamy listewkę o długości równej dwu szerokościom płaz i odcinamy na pionowych 2, 3, 4 części, otrzymanych z podziału płazy. Na rys. 122 odkreślamy szerokość węgła, oś płazy i zaczynamy odrys listewka jak na rycinie. Rys. 123 przedstawia drugi odrys od czoła płazy, a na rys. 1124 końcowy odrys. Jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia szpar między płazami na uszczelnienie, np. wełnianką, to na miejscu osi wstawiamy wymiar szpary. tak samo w niczym nie zmienia się posługiwanie listewką, jeżeli zajdzie potrzeba pozostawienia z węgła ostatków..." Nie sprawdzałem już cen systemu Arunda mafell`a. Ów jest szablonem oczywista, który umożliwia prowadzenie frezarki górno-wrzecionowej ograniczając do zadanego posuw. Wycięcie listewki/szablonu wg instrukcji inż. Franciszka Kopkowicza kosztuje... A tak, to wygląda. https://i.ibb.co/Hpf4b4Lt/W-gie-s-owia-ski.png Łączenie na zrąb/zręb. Tzw. węgieł słowiański. https://i.ibb.co/G4VJdWkC/Grafika-sz...k-czy-ogon.png Do instrukcji obrazek. |
Zatem było 5:32 Przystanek Oliwa.
W "południe" targi. Potem się przejechałem na Centralną, bo tam "mój" pkp miał zaplanowany ciut dłuższy postój. Następnie zostałem zawieziony owym do Sokółki już z opóźnieniem 17 minut. O tyle to było dla mnie istotne, że zachód słońca na wschodzi jest szybszy niż na zachodzie i zasadniczo jak najmniej się chciałem tarabanić po ciemnicy na wieś. Miałem do tej pory w nogach 40km a przede mną jeszcze 26/28km. Oczywista wybrałem najkrótszy dojazd i to był błąd. Jeszcze dwa lata temu, tak dzielony dystans byłby dla mnie "średnim" wyzwaniem. Tym razem jednak...? Roczny rozbrat z rowerem plus powrót na forum... To może wyjałowić człowieka geriatrycznego;) No więc czekając w wagonie nr 13 w Białym na przetoczenie lokomotywy czułem się już do cna wyjałowiony. Rower ćwiczyłem ledwie od tygodnia, wracając nawet z Rumi do Przystanku Oliwa na tymże ale to nie giancie tym (tylko innym)i nie z plecaczkiem, któren to teraz wciskał mnie w siodło kpiąc z pośladków - już plujących jadem. Dojazd do gminnego, sennego miasteczka zajął mi dwie godziny, co nazwałem sukcesem. Odliczałem każdy metr i mając już tablicę miasteczka za sobą bezceremonialnie przebiegł mi drogę kot... Przebiegł sobie dobre 100m przede mną, w świetle ulicznej lampy widoczny jako kot czarny. Może nie był czarny ale był kot a przed kotem wagon nr 13. Kto nie jest przesądny, temu to wisi. Robiłem wszystko mentalnie, by i mi to wisiało ale ja niestety jestem przesądny. Z wrażenia zapomniałem spluć przez lewę ramię i... Pół godziny później pchałem już rower obciążony dodatkowo 5-cioma piwami w opakowaniach szklanych i kilogramem kiszonej kapusty. Na szczęście tego pchania było ledwie 2km, stąd domniemywuję, że kocur nie do końca był czarny ale jednak. 21.10 otworzyłem podwoje wiejskiego domu. W środku nic się nie zmieniło. Otworzyłem piwo i wziąłem się za rozpalanie w piecu. Wypakowałem zawartość plecaczka, w tym dwa słoiki. Jeden z golonką (samemu pieczoną), drugi z wątróbką za 2,99zł/kg. Taka promocja była. Kurze podroby, to obecnie najtańsze jedzenie i biorąc pod uwagę udział przetworzonego jadła w naszej diecie obecnej, to jest o jedno ze zdrowszych pokarmów mimo wszystko. Nawet, kiedy nim te kurczę padło pod nożem, przyjmując może sterydów i antybiotyków, to jednak nie jest to pestycyd ale... nie o tym. O zdrowiu ciut później. Ostatni wsad do pieca poszedł o 0.30. Zbiegł się z ostatnim łykiem piwa. Byłem dokładnie 20h na nogach, dupie, pedałach itd. Wyziębiona zimą chata powoli nabierała ciepła... |
Szykuje się rozbrat z piwem.
Nie nie wiem, na jakich warunkach jeszcze. Od dwóch lat piję rzadko. W sensie spożywam alkohol:) Zabrzmiało to tak, jak bym wcześniej chlał wręcz. Nie. Fakt, że od stołu wstaje ostatni ale od dwóch lat narzuciłem sobie limit. Zasadniczo powszechna jest (winna być) wiedza, że "alkohol to zguba ludzkości"... Piwo zawsze traktowałem jako słabszy wzorzec ale ma jeden ogromny minus. Powoduje szybki i wysoki wyrzut insuliny. To tak, jakbym jadł jeden pączek za drugim. Zatem to takie moje pożegnanie z Afryką. Zostawiam sobie jego konsumpcję na wyjątkowe okazje, tak jak do tej pory czyniłem z mocnymi alkoholami. Raz w roku, to często bywało. Po co o tym piszę...? |
Ogólnie, to czuję się winny.
Nie było mnie ledwie 5 dni a świat oszalał. Tymczasem w piątek miałem szybki przegląd z rana stanu ogumienia. Nie wyglądało to dobrze. Potem wiejskie spotkanie robocze z przeglądem niektórych rozwiązań konstrukcyjnych w chałupie okiem miejscowego cieśli, służącego mi swoim wieloletnim doświadczeniem i radą. Spodobała mu się moja koncepcja zachowania oryginalnej tkanki. Autentycznie spodobała. Chłop w okolicy nie jeden piec postawił i to on weźmie na siebie odtworzenie trzonu kuchennego. Obgadaliśmy przy okazji moje doświadczenia z "paleniem w piecu", bo zastanawiający jest obieg ciepłego powietrza w całym systemie. Bo nie jest wcale też tak, że wszystko leciało w piecowych konstrukcjach na jedno kopyto. Jak to ostateczni jest, wyjdzie w praniu. Mnie tymczasem pozostało nic innego jak zdążyć z zakupami (w tym większych łatek do łatania opony od wewnątrz) przed topieniem ciuka. nie chciałem nikogo z zaprzyjaźnionych sąsiadów kłopotać podrzuceniem mnie do wiejskiego agro w mieście. Uznałem, że przemarsz z buta dobrze zrobi mojej kondycji. 8km zrobiło mi tak, że nie marzyłem już o niczym więcej, poza topieniem ciuka w rzeczce i moczenia ust w piwnym alkoholu. Z nadzieją jednakowoż, że tego dnia pójdę wcześniej spać, jak Pan Bóg przykazał i noc będzie bardziej przyjazna. Wszystko poszło jak należy. Konsumpcja browarnej piątki, palenie w piecu, w tym przygotowanie zapasu opału. Co do piwa, to konsumowane było słabsze. W polskiej kulturze spożywania piwa słabsze, to te poniżej 5%. Niepasteryzowany kasztelan spełnia ten warunek. Niestety, i tej nocy wstawałem do toalety 5 lub 6 razy. I to mimo świetnego samopoczucia oraz wczesnej pory ułożenia się do snu. W sobotę kulminacja zmęczenia. Brałem pod uwagę wcześniej nawet powrót w sobotę ale zbumbliłem piątek a tu jeszcze dodatkowa inwentaryzacja rozwiązań konstrukcyjnych przede mną... Lekki niedoczas... Ponowny spacer "do miasta", już luźniejszy. Zapadła decyzja, że wracam w poniedziałek. Namówiła mnie Strażnik Domowy, której zwierzyłem się z piwnych doświadczeń. Zrobiłem zatem zakupy pokarmowe, w tym golonkę z warzywami i barszczem w torebce. Ze słabą silną wolą dokupiłem jeszcze 6-ciu kasztelanów. Jak kończyć, to z przytupem. Najważniejsze, pogoda rokowała i czyniła dobro. Południowa strona chaty nawet ładnie się dogrzewała w słońcu. To i korzystałem z faktu, ogołacając ciało z zewnętrznej skorupy, wystawiając zwłoczyny do słońca. W ciągu pół godziny wyprodukowałem w sobie morze wit. D. Sądzę, że 30 000 jednostek minimum. No i ten spokój... Z telefona słucham muzyki. Starego, polskiego rocka. Tego mniej znanego. W ogóle to niemal trójmiejskiego. Z tego środowiska wywodziło się tyle znanych kapel, co i mniej znanych. Tu zaczynał karierę rockową Niemen. Kto "siedzi w Niemenie", ten wie co (i kto) był powodem napisania tej piosenki, która ma dokładnie tyle lat, co ja... "...czas upływa jak sen..." "...zgubiłem twój ślad i teraz w świat, pójdę już sam...? Tym razem nie zebrałem ze sobą gitary. W ogóle wyjeżdżałem tak, jakbym szedł po bułki do sklepu, pakując się o 4.30, bo niby nie miałem co... Dobrze, że nie zapomniałem czołówki... Tak, że w sobotę naprawdę byczyłem się przesuwając ostatnie pomiary na niedzielę, która również zapowiadała się ładnie i co istotne, nie była już alkoholowa. W miejsce alkoholu był proszony obiad. Schabowy z kapustą, dukane z masłem ziemniaki i surówka z białej kapusty z dodatkami. Na obiad jechałem już rowerem. Mijając Romka, zaatakowały mnie jego psy podwórkowe. Taki wesoły przerywnik. Trzy psy konkretne. W tym potężny pitbull. Już na sam widok jej (bo to suczka) tradycyjnie posrałbym się w majty ale ją akurat znam. bardzo towarzyska i radosna. Ale doberman złapał mnie za buta. Zanim zleciały się kolejne. Na szczęście wystarczyło zejść z roweru i przywitać się "pitbułką". To, co zapomniałem zabrać ze sobą, to silny gaz pieprzowy. Teraz mógłby się przydać ale w czwartek wieczorem jechałem przez Puszczę Knyszyńską i to na ten odcinek dedykowany miał być gaz. Spać poszedłem mając za oknem morze gwiazd, które niemal biły się o mnie, tylko sięgnąć i rwać jak pierwsze, wiosenne owoce... |
Niedziela rano, ten sam problem.
Później były psy, obiad i powrót na chatę. Powtórka z psami. Tym razem po przywitaniu z pitbułką chwytam za kamień. Natychmiastowa reakcja. Zapamiętam. Wczesnym popołudniem inwentaryzuję chałupę w konkretnym celu. Wyłapać wszystkie rozwiązania. Niektóre przeczą logice budowy/zastosowanego rozwiązania w konstrukcji chaty. W przypadku stodoły ogarnąłem w końcu konstrukcję przyłapu i rolę jaką akurat tu (i w ogóle) pełni. Godzina konkretnych pomiarów, drugie tyle dokumentacja wątpliwości/szukania dziury w całym. Konkluzja jedna. Czytać dokładniej opracowania, które posiadam. Do tego wszystkiego potrzeba trochę wyobraźni przestrzennej a ta mi gdzieś ulatuje. Sarkopenia, bark ruchu. Fizyczny zjazd po równi pochylej. Na to jest tylko jedno lekarstwo. Nie można jednak przedawkować. W poniedziałek dosypiam ile mogę po nocnych "czuwaniach". Niedziela wolna od piwa ale organizm już w trybie przedawkowania węglowodanami piwnymi ze wsparciem prostaty. Wstaję 7.50 Oczy spuchnięte. To u mnie symbol... wyspania. Mimo wymuszonych przerw, gdzieś regeneracja miała miejsce. Ogólnie fizycznie czuję się dużo lepiej niż w piątek np. Dużo lepiej. Drugie, to twarde posłanie. To nie jest mój domowy materac. To drugi czynnik, który zawsze wymaga dłuższej adaptacji. Przyzwyczajenie ciała do niewygód. Sprzątam chatę, podgrzewam barszcz, który przed drogą wypiję. Golonkę pakuję do litrowego słoika, do drugiego kiszoną kapustę. Pakuję trzy jajka ugotowane na lekko twardo. Startuję 11.15. Pociąg regio mam 15.25, 15.50 TLK. Przede mną 40km. Z tyłu głowy - potencjalna, kolejna skucha opony. Tym razem poświęciłem przy łataniu opony należytą koncentrację. Minęło 48h. Co miało się zwulkanizować... Ok, skup się na działaniu. Trasa wyznaczona asfaltowo. Nieciekawie wygląda profil trasy. Nieciekawie pod kątem mojej fizyki. Bardziej pod górę w mocno pofałdowanym terenie. W południe wiatr miał mi sprzyjać, potem zmienić kierunek na wmordęwind. Zatem jadę. Jadę "po nic". Mniej więcej w połowie drogi trafia mi się prawdziwa perła z lamusa.. |
https://i.ibb.co/pvwXftZg/IMG-20260323-133947.jpg
https://i.ibb.co/nNm6w49J/IMG-20260323-133807.jpg https://i.ibb.co/h1dpDFZK/IMG-20260323-133747.jpg https://i.ibb.co/4n2nqL95/IMG-20260323-134013.jpg Jeden z dwóch lamusów (ten ma dopisek plebański) podcieniowych na Podlasiu. Z wrażenia nie zdokumentowałem konstrukcyjnych detali ale nie omieszkam przy kolejnej okazji. Może jeden post poświęcę rozwiązaniom na moim przykładzie. Podrzucam jeszcze oryginalny szkic instrukcji z rysunkami do odwzorowania na belce/płazie inż. Kopkiewicza. https://i.ibb.co/dJG7YPyG/FB-IMG-1774295695783.jpg A tu... https://i.ibb.co/q390CGsG/IMG-20260322-154711.jpg ...mój lewy narożnik ściany północnej, a tu... https://i.ibb.co/JRz9Xb5r/IMG-20260322-143837.jpg ...prawy. Dociekłem ostatecznie jak wygląda wieniec mojej chaty. Mój dach, to dach rozporowy bezwiązarowy. Stężenie przeciwko sile wiatru kompensują wiatrownice. Para krokwi łączona u góry bantem jest zazębiona z belką stropową. Dokładnie jak na tym szkicu Kopkiewicza. https://i.ibb.co/ZpjcWXw4/IMG-20260324-182334.jpg W moim przypadku elewację północną dzieli łątka (jej ideę rozumiem) ale nie rozumiem czemu przesunięto płazy o połowę w górę? Ti idei nie łapię. na tej ścianie poprzedni właściciel zastąpił podwalinę rzędem betonowych bloczków. Tu się chata niczego nie trzyma. Podwaliny (normalnie) są spięte zamkami (tworzą dolny wieniec oparty na fundamencie kamiennym) i dodatkowo łączenie narożne było wzmacniane metalową klamrą (jak w moim przypadku). Dom ogólnie wymaga wypoziomowania, bo jego narożnik lewy (zachowując oznaczenie) od strony elewacji południowej opadł o 13 cm licząc poziom między nim a prawym. Zatem chatę wypoziomuję, wymieniając tę betonową podwalinę i nie jest powiedziane czy tę od strony wschodniej również. W niedzielę wymienialiśmy dyrdymaly z jednym, fajnym kumplem i ostatecznie mnie przekonał, by najpierw "robić" dom a później brać się za stodołę. Stodoła to mieszaniec węgłowo-sumikowy. Na szczytowej ścianie zachodniej narożniki spięte są konstrukcją węgłową (jak dom) i tu się konstrukcja w miarę trzyma, choć płazy "powypadały" z łątek. Obrazek poniżej. https://i.ibb.co/jkfMg9Bs/IMG-20260322-143324.jpg Podwalina chowa się w "podmurówce"... Ta ciągnie wilgoć z gleby i... Teraz to nasłoneczniona dość strona ale wcześniej zarośnięta chaszczami konkretnych leszczyn byla. Ściana wschodnia (domowa) to konstrukcja sumikowo-łątkowa. W miejsce zrębu są słupy. I tu się mocno temat rozjechał, bo brakowało kleszczy/mieczy. Nie wiem, czy nie zaliczę konkretnego, ciesielskiego szkolenia dla takich jak ja. Bo takie namierzyłem. Konkretnego... tak wynika z trzydniowego programu i ten obejmuje to, na czym mi zależy. Cena nie zabija jak dojadę... rowerem:) |
W Mońkach zameldowałem się po 3,5h jazdy. Na 40 min przed odjazdem regio do Ełku.
Zasadniczo na tym się moja wycieczka skończyła. Zadzwoniłem do sąsiada, co nigdy na urlopie nie był (z mojej wsi), by dać znać, że dojechałem bez przygód. Kiedy ja jeszcze spałem on już kończył dojenie krów, wszystko wedle dawno już ustalonego porządku. Krowy wygojone, obora oporządzona, kury na wybiegu. Kiedy wstawałem Wojtek z Hanią siadali zapewne do śniadania mając za sobą blisko 3h pracy. Dzień jak co dzień... Ten kończy się dla nich o 20-tej. Całe życie bez dnia urlopu, z krótkimi pauzami na wesela. Wtedy po prostu krócej śpią. Żyją i pracują w poczuciu obowiązku, z nieustającą motywacją, że tak trzeba ale sensu tej pracy coraz mniej. I ja z tym rowerem jak Filip z konopii... |
"...Pewnego wieczoru, mając 16 lat Jack wpadł do wody kompletnie pijany. Prąd porwał go w głąb Zatoki. Płynął w ciemności, nie widząc brzegu, nie czując w lodowatych wodach nóg, nie wiedząc, w która stronę jest ląd.
Godziny mijały... Dopiero o świcie, gdy brzegu wciąż nie było widać, dotarło do nie go z całą mocą, że umiera. I wtedy, w lodowatej wodzie Zatoki San Francisco w chłopaku, który nie widział sensu w życiu, obudziło się coś, co było silniejsze od alkoholu, od zmęczenia, od rozpaczy. Chciał żyć... Płynął jak opętany walcząc z prądem, własnymi mięśniami, z ciężarem przemoczonych ubrań i cudem dotarł do brzegu... Tej nocy nie stal się innym człowiekiem, nie rzucił picia, nie porzucił nabrzeży, nie zapisał się na kurs kaligrafii ale coś się w nim przesunęło... Jak kamień, który przez lata blokował strumień i wreszcie drgnął o milimetr. Jack London zrozumiał, że chce żyć i, że żyć, to nie to samo co przetrwać..." |
W wieku 15 lat też nie widziałem sensu w takim zap…niu w gospodarstwie jak czynili rodzice zmuszając i mnie , może teraz mam większy szacunek do ludzi pracujących fizycznie nie oglądających się na pomoc i pożyczki gdzie dzień trwał od świtu do zmierzchu
|
To cytat:
Może co przy kawie z rana skrobnę, może już jako Natalia. Bardzo mi taka koncepcja opowiada:) P.S. Biografia Londona, to gotowy scenariusz do filmu. |
Natalia jutro
Cytat:
Też zaglądam do Baranowskiego i ta sama refleksja. 88 lat. Wiek, w którym odszedł mój rodziciel. Nie wytrzymał starcia z ministerstwem zdrowia. Ale... kilka raz dziennie musiał wędrować na trzecie piętro swojego mieszkania z buta, bo nie było w kamiennicy windy. Kumpel z roku na początku lat 90-tych otworzył "fitnes" pt.: Tlen darem życia. Sprzedawał ów tlen za złotówkę. Za 1zł. Kuracja trwała 2 minuty. Po prostu zawodnik wdychał tlen i... tyle. Ale myk polegał na tym, że trzeba się było wtarabanić pieszo na czwarte piętro. Ten niuans zastopował z mety mój sarkazm a wywołał uśmiech podlany podziwem dla kreatywności. Miał zagorzałych klientów. Starszych ludzi, których zachęcał do "kuracji" dwa razy dziennie:) Oni po dwóch tygodniach owej widzieli pozytywne efekty. Zdrowy biznes. Konkluzja z innej bajki. Współczesnej. Jak to możliwe, że prowadzenie takiego biznesu się opłacało...? * Odpowiadam tutaj, bo intencja postu Szoka szersza, niźli tylko samo zdrowie. Melon... Polecam głębszą analizę eksperymentu Calhouna. Sam kilka razy do niego nawiązywałem, w kontekście walki o przetrwanie, jako niezbędny proces do budowania właściwych relacji międzyludzkich (w finalnym eksperymencie - międzymysim). Niespełna dwa tygodnie temu zabieramy ze Strażnikiem Domowym Kacpra na pierwszą, "prawdziwą" wycieczkę rowerową do lasu. Chłopak ma już 6 lat. Mały wulkan energii. Nie pasuje mu rower kupiony trzy lata temu przez dziadka. Ciężki, ale do wzrostu dopasowany. Kacper twierdzi, że za mały. Parkujemy na leśnym parkingu. trójmiejski Park Krajobrazowy oferuje doskonałe warunki do każdej formy rowerowych doświadczeń. Ruszamy w prosty teren. Trochę asfaltu (na drodze zamkniętej dla ruchu samochodów), potem droga gruntowa ale nieźle utwardzona. Unikam wzniesień. Rower Kacpra ma 5 biegów, sterowanych klasycznie manetką na kierownicy. Ze zmianą biegów sobie radzi. Nie radzi sobie jednak z wysiłkiem i pragnieniem. Fakt, zapomnieliśmy o wodzie. Akurat za ten element odpowiedzialna była druga połowa ale... to dobrze. Może kilometr, może ciut więcej Kacper staje, bo go nogi bolą. Ok - krótki postój, jedziemy dalej. Ja z przodu, Strażnik Domowy zamyka peleton. Pracuję nad motywacją szkraba. Wprowadzam elementy rywalizacji, działa. Rzucam Strażnikowi hasło. - Przy kolejnym postoju Kacpra nie zatrzymuj się od razu. Stań po 40 metrach, mimo jego nawoływań. Stań i czekaj, ja będę na szpicy czekał. Jak ruszy, automatycznie ty tez i trzymaj dystans min. 20m. No ale przecież nie można go zostawić. - Można, a nawet trzeba. gdzie on ma się nauczyć tej wewnętrznej dyscypliny jak nie teraz? Niestety... nauczyciel w-f z wieloletnim stażem nie potrafiła się przełamać. Ok. Będziemy o tym rozmawiać jeszcze. Pragnienie. - Chce mi się pić! Niestety... Zapomnieliśmy picia. - Ale mi się chce. No, mi też. i Co teraz? - Ale mi się chce! No i...? Strażnik się rozczula w poczuciu winy. Niepotrzebnie. To wspaniała lekcja przetrwania. Nauczony, że wszystko ma pod nos a tu trzeba cierpliwie poczekać, bo nie ma i na razie nie będzie. Akurat scena rozgrywa się w obecności starszego państwa, które też rowerowo spędzało czas i razem zatrzymaliśmy się przy leśniczówce, przycupnęliśmy przy stole. Kacper zrzędzi a pani starsza sięga po bidon i go częstuje. Bardzo sympatyczna pani informuje, że to zrobiony przez nią izotonik z dodatkiem soli. Kacper bierze łyczek. Słone, nie smakuje mu ale dziękuje. Starsi państwo odjeżdżają, sympatycznie się żegnamy. - Coś niesamowitego... ta pani dała mi pić w środku lasu... Uśmiecham się. Tej lekcji nie przewidziałem. Tu kolejna refleksja. Konkluzje w punkt. Dla 90% młodej populacji globusa pl pierwszy problem (i po kolei dalsze w punktach): 1. Wysłuchać do końca z uwagą. 2. Zrozumieć. 3. Streścić. 4. Wolne wnioski. Bardzo dobry temat na lekcję wychowawczą dla... rodziców. Wysłuchać do końca, potem zweryfikować treść, jednym słowem: doczytać/dosłuchać/przemyśleć. Wynotować istotne, kluczowe hasła. Jeszcze raz przemyśleć. Finalnie sformułować proces naprawczy o ile dotyczy, próbować wdrożyć. Wracając do Baranowskiego. Zostało mi ledwie 15 lat, by móc zrealizować podobny projekt. Znaleźć swój ocean i płynąć, ciesząc się przy tym życiem. 5 noclegów na wsi, z ograniczonym komfortem, to dobra baza do przemyśleń. P.S. Dlatego panie Elwood... Nie przejmuj się i pisz swoje bajki. Jutro przytoczę jedną z nich i tak po kolei będzie. Bajka za bajką... Nie przejmuj się, że ktoś zarzuca ci... kreatywność. |
Pisz, pisz, to leczy :oldman:
|
No tak El , tam zapomniałem napisać umiesz liczyć, licz na siebie i ten zapier…l wtedy jak i teraz ma sens, a przy okazji wychowujemy potomstwo
|
...Żeby pisać, trzeba najpierw uwierzyć, że jest o czym...
|
Dwa lata bez infekcji i wczoraj zaczęło mnie brać...
Już 15 lat powraca jak bumerang. Złapałem koronawirusa w Afganistanie. To skutek stresu. Zacząłem poważniej myśleć o Rajdzie Podlaskim. I to chyba było niepoważne. Co dwie godziny 1/3 łyżeczki wit. C w proszku w otoczeniu tajemnej mikstury od wczorajszego powrotu z roboczego podwórka. Musze do jutra stanąć na nogi. Zdanie o udziale w rajdzie wyraziłem w dedykowanym wątku ale zaintrygowała mnie symbolika mojego drugiego imienia. Jednoznacznie kojarzona z uprawianiem roli. Rajd stricte będzie przebiegał w moich rodzinnych stronach. Po mieczu rodzinnych, po kądzieli wskutek repatriacji. Tak czy owak Kowalski i Nowak. W 2017-tym wybrałem się ze Strażnikiem Domowym na Białoruś. Golfem 2 na zlot... camperów. Akurat taka akcja i wizy były gratis. Na zlot nie dojechaliśmy. Celem pierwsza w życiu wizyta w owych stronach. Dlatego w programie pobytu był Nieśwież (tu urodziła się mama), Słonim gdzie mama mieszkała i Baranowicze, do których od czasu do czasu jeżdżono. Strasznie sentymentalny był to wyjazd... |
Polecam biały napar, sika się co chwila ale działa zajebiście:
3 cm kory cynamonowca cejlońskiego 3 cm korzenia imbiru – koniecznie go obierz ze skórki i pokrój w cienkie plastry 8 goździków 1 gwiazdka anyżu (zwróć uwagę, żeby to był oryginalny anyż od dobrego producenta) 2 pręciki szafranu – naprawdę 2 wystarczą i zrobią świetną robotę 🙂 (to informacja z samego Maroka od Pana, który go hoduje) miód do smaku – tylko dodaj go dopiero, gdy napar lekko wystygnie. Ja miodu nie dodaje. |
Ale gdzie kupić cynamon cejloński? Żeby był cejloński?
|
Na Allegro :)
|
Cytat:
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:37. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.