Dwudziesty drugi dzień: ostatni dzień wyprawy.

Pobudka była bardzo przyjemna - świeciło słoneczko, było ciepło, a brzuszek przyjemnie burczał w oczekiwaniu na śniadanie. Po śniadanku poszliśmy jeszcze obejrzeć zalew znajdujący się kilka kroków od naszej miejscówki

To miał być ostatni dzień wyprawy, więc nastroje nie były zbyt fajne - mimo ciągłych sraczek, zimna, braku higieny itd ten kraj i Ludzie są po prostu wspaniali. Te ponure myśli były na szczęście osładzanie tym, że nasz pobyt w Pakistanie potrwa jeszcze kilka dni:-). Mieliśmy do pokonania niewiele ponad 100 kilometrów, więc bez pośpiechu zebraliśmy się w dalszą drogę i często po drodze robiliśmy przystanki dla podziwiania widoczków:

[YOUTUBEHD]R8glvHoegp4[/YOUTUBEHD]
[YOUTUBEHD]aquwTIf44jU[/YOUTUBEHD]
Po drodze minęliśmy kilka przyjemnych wiosek przyklejonych do brzegu rzeki. Było też jedno fajne miasteczko - przejeżdżając przez nie czułem żal, że to już ostatnie takie miejsce na naszej drodze. Ostatnie bazary, ostatnie kolory...dotarło chyba do mnie wtedy, że nasza wyprawa powoli się kończy...
[YOUTUBEHD]iV-SxYD-m8Q[/YOUTUBEHD]
Jeszcze kilka ładnych widoczków...

W końcu mimo baaardzo powolnej jazdy dotarliśmy do Gilgit
[YOUTUBEHD]0w8ojV6egVo[/YOUTUBEHD]
[YOUTUBEHD]7YIkq6gp1I8[/YOUTUBEHD]
[YOUTUBEHD]byAUa7fwwlc[/YOUTUBEHD]
Zatrzymaliśmy się jeszcze w naszej ulubionej knajpie żeby zjeść coś w miarę pewnego w stosunkowo czystym miejscu.

Właściwie to nie mam już o czym pisać tego dnia, więc wrzucę zdjęcia.
Szewc:

Elektryka

to był fajny dzionek jazdy z pięknymi widokami