|
Elwood
Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,148
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 1 dzień 7 godz 9 min 30 s
|
Jesienią 1788 r. w Palermo aresztowano ubogą starowinę Giovannę Bonanno, która, jak powszechnie szeptano, była czarownicą. Ale Giovanna nie wyczarowywała zgubionych sakiewek ani zbłąkanych owiec. Miała poważniejszą specjalizację.
Pozbywała się mianowicie mężów.
Czyniła to za pomocą balsamu przeciwko wszom, który sporządzał miejscowy zielarz, Severio La Monica. Giovanna Bonanno doszła mianowicie do wniosku, że specjał ten posiada pewne komercyjne możliwości, jakże cenne dla niewiasty, która w słusznym wieku 76 lat zmuszona jest utrzymywać się z żebrów. Mając empiryczne zacięcie, wypróbowała specyfik na pewnym bezdomnym psie, któremu zaserwowała nasączony balsamem kawałek chleba. Kiedy pies padł razem ze swymi wszami – jeśli je posiadał – jęła oferować to cudowne remedium na małżeńskie niesnaski wszystkim, którzy byli za nie gotowi zapłacić.
Trucie mężów odbywało się z poszanowaniem wartości chrześcijańskich, jako że kordiał pani Bonanno wymagał od 8 do 15 dni, by osiągnąć pożądany skutek, co oznaczało, że delikwent zdążył się wyspowiadać i przyjąć eucharystię, zanim niemiło skonał wśród objawów przypominających cholerę. Poza tym, jak wyznała potem jedna z zadowolonych klientek, które ze wsparciem Giovanny Bonanno rozwiązały swoje małżeńskie kłopoty, w przeciwieństwie do magii, która była jednym wielkim szalbierstwem i wyłudzaniem kasy, naprawdę działał.
Takich szczęśliwie owdowiałych klientek było więcej. Sąd zdołał namierzyć sześć.
Był to już sąd nowego rodzaju, oświecony i kontestujący czary oraz polowanie na babiny, które jakoby hulały po nocach z czartem. Czasy się zmieniły, w Palermo czarownice uwalniano z więzień i puszczano wolno. Niestety Giovanna Bonanno nie wierzyła w czary. Wszystkie swoje klientki przekonywała, że jej cudowny balsam na kłopoty z mężami nie ma nic wspólnego z magią.
Sąd roztropnie postanowił zweryfikować jej słowa. W dwa kolejne bezdomne psy później uznał, że owszem, pani Bonanno nie jest czarownicą. Kordiał na wszy zawierał arszenik, była więc po prostu fachową trucicielką.
Giovanna Bonanno, nie dyskryminując i nie będąc seksistką, pomagała i żonom, i mężom. Wsparła na przykład pewnego piekarza, Giuseppe A’Ancona, od 14 lat żonatego, ale ze skłonnością do pozamałżeńskich romansów oraz małżeńskiej przemocy.
Nie zajmowała się również moralnością. Z upodobaniem ratowała małżonki, przydybane in flagranti i zagrożone zemstą przez rozjuszonych małżonków. Co ciekawe, finansowaniem trucicielstwa zajmowali się kochankowie.
Nie, zielarz nie zadawał pytań, dlaczego stareńka pani Bonanno nieustannie walczy z wszami. Bez słowa inkasował kasę, mimo że leki na arszeniku miał prawo sprzedawać jedynie tym, którzy okazali mu zalecenie lekarskie.
Interes się kręcił szczęśliwie przez dwa lata, póki grupka kobiet z sąsiedztwa – wskutek kłótni, odnotował kronikarz – nie zadenuncjowała Giovanny. Można rzec, że do zguby przywiodła ją matczyna miłość.
Otóż jedna z jej ofiar – niejaki Francesco Costanzo – miał nieszczęście zastać ślubną małżonkę na wymianie uprzejmości z kochankiem. Wprawdzie kilka dni później sąsiedzi doprowadzili do pojednania zwaśnionych małżonków, lecz niebawem Francesco zaczął słabować. Co wtedy uczynił? Uciekł do mamusi, gdzie niestety w kilka dni potem, pomimo jej starań oraz wysiłków sprowadzonych medyków, skonał. Mamusia, pielęgnując synalka, nabrał słusznych podejrzeń. Zwierzyła się z nich jego matce chrzestnej, ta zaś udała się do domu Giovanny Bonanno, gdzie dokonała zakupu kontrolowanego.
Następnie zrozpaczona matka pobiegła do spowiedzi, by wyznać w konfesjonale, jaka to się w okolicy zalęgła straszliwa czarownica i jak za pomocą czarów zamordowała jej syna. Ale ksiądz wykazał się nowożytnym sceptycyzmem, bo takie to już były paskudne czasy, że księża nie wierzyli w czary, ostatnią czarownicę spalono tam w 1724 r. Doradził jej natomiast, żeby wydała władzom trucicielkę, zanim ta doprowadzi do śmierci kolejnych ofiar.
Tym sposobem sprawa wyszła na jaw.
Śledztwo było gigantyczne, przesłuchiwano całe ulice. Ostatecznie Giovannę Bonanno skazano na śmierć. Większości pań, które pozbyły się mężów, wymierzono kary więzienia, co najmniej 3 lata. Jedną uniewinniono, nie wiadomo dlaczego, historycy spekulują, że może miała wpływowego kochanka, który pociągnął za sznurki. Piekarz trafił na wygnanie na jakiejś wyspie na 18 lat.
Zielarza, który sporządzał specyfik na wszy i nie zadawał pytań, puszczono wolno.
Za: Giovanna Fiume, Te Old Vinegar Lady, or the Judical Modernization of the Crime of Witchcraft, [in:] History from Crime, ed. Edward Muir, Giudo Ruggiero, trans. Corrada Biazzo Curry, Margaret A Gallucci, Mary M. Gallucci, Baltimore & London: The Johns Hopkins University Press, 1994, pp. 65-87.
Zamówiłem w nocy biografię Jacka Londona.
Walczę z infekcją, która szarpie mi gardłem, to czytam/słucham, by sprawniej "odlecieć".
Irving Stronę był zawsze na moim topie. Jestem pewien, że się nie zawiodę.
Historia mojego "podwórza" to biografia Jacka w takiej małej pigułce. Podejrzewam, że linkowana tu historia Jacka, oparta jest właśnie na Żeglarzu na koniu.
Widzę sporo podobieństw, tylko ja miałem więcej szczęścia.
__________________
Jam nie Babinicz...
|