Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11.02.2026, 15:53   #1
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Nicość 6

Tu się politycznie czasami spuszczam, by nie było wątpliwości, z kim mi nie po politycznej drodze. A skoro politycznej, to i w pozostałej też.
To znaczy, że nie nawiązuję nowych, lewicowych znajomości. I absolutnie nie zamierzam.

Zatem teraz już spokojniej, działam dalej w systemie binarnym.



Te pierwsze ferie zimowe u babci zapamiętałem z dwóch powodów. Pierwszy, to fakt, że to pierwszy zimowy ferie u babci, który zapamiętałem
Drugi, to ten sweter. Sweter wydawał mi się tragiczny ale był jedynym w czym/jakim zostałem wyekspediowany.
Ja nie miałem kurtki.

Babcia miała kożuch. Mogłem się w niego co prawda ubrać ale sięgał mi za pięty butów i utrudniał przemieszczanie. Pamiętam jeszcze dlatego, że nie było śniegu ale był mróz. Taki kilkudniowy, z każdym dniem tężejący.
Moje trzewiki (tak się wtedy mówiło na buty inne niż trampki) porzuciłem na korzyść walonek. Walonki były bardzo ciepłe. Podobnie jak sweter. Jak nastał mróz, przestało wiać. Okazało się, ze sweter i koszulka (nawet z krótkim rękawkiem) zupełnie wystarczały, by utrzymać ciepło, które generowało własne ciało.
Nosiłem wełnianą czapkę z pomponem i wełniane, jednopalczaste rękawiczki.

Po latach zajechałem w rodzinne strony mojej mamy i ojca. Stanąłem przed domem, który kiedyś był szkołą i przez wiele lat po śmierci babci był niezamieszkały. Kupił go jakiś Warszawiak.
Była chwila "napięcia". Nie jakaś taka mocno egzaltowana... ale była...
Stałem i patrzałem na ogród (było to z jakie 10 lat temu)... Wracały wspomnienia ale interesowało mnie jedno. Tak naprawdę jedna rzecz mnie "nurtowała". Rzecz... Nie rzecz a odległość. Odległość od domu do stawu...
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.02.2026, 16:02   #2
Melon
 
Melon's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2012
Miasto: Lublin
Posty: 8,038
Motocykl: cz350/ bandit600/ zx12r/ varadero/vfr1200xd
Melon jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 1 dzień 19 godz 51 min 54 s
Domyślnie

To jest ten dom co obecnie remontujesz ?
Melon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.02.2026, 16:37   #3
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie

Nie.
Jak wspomniałem, kupił go jakiś Warszawiak.
Szukałem w okolicy. W trakcie oględzin różnych, wpadliśmy z Bikim do Wasyla i zabrakło nam... paliwa
Była jeszcze jedna chata w regionie, tuż przy granicy z BLR ale już nie dojechaliśmy.

Kupiliśmy po "drugiej stronie" Białego ostatecznie.
  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.02.2026, 18:34   #4
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Nicość 6

Dwa lata wcześniej latem, byłem Winnetou. Winnetou w wersji ubogiej. Na golasa, ze słomiana przepaską na tyłku i łukiem z leszczyny. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że Winnetou to biały Francuz a film/kolejne części kręcono w Jugosławii. Dlatego strasznie żałowałem, że nie mam jego stroju z indiańskimi ozdobami ale najbardziej żałowałem mokasynów. Do dzisiaj mam słabość do takiego obuwia. Pierwsze buty, jakie zlecę do szycia, to będą właśnie mokasyny.
W zeszłym roku roku nabyłem dwie pary. Po raz pierwszy od lat dziesiąt "normalny" obuw. W którym można i do kościoła i na spacer po bulwarze. namawiała Strażnik Domowy i namówiła. Wydałem 490zł o rabacie 30%... mokasyno podobne.
Wiem, że długo już nie będę namawiany. Jak siebie znam, to starczą mi do końca życia nawet, gdy dojadę do setki.

Tymczasem Winnetou zakradł się na wierzbę górującą nad stawem. Prowadziła do niej wąska, grząska ścieżynka, która lubiły też chadzać do stawu gęsi i kaczki sąsiada przez dziurę w plocie. Nikomu to nie przeszkadzało poza Winnetou. Mimo, że szedł jak prawdziwy Indianin i stawiał stopy "krok w krok", odchody domowego ptactwa przeciskały mu się między palcami jak mielone w maszynce do mięsa babci.
Kłóciło to się z honorem indiańskiego wodza ale trudno. Zawsze to lepsze ptasie, niż te krowie placki. Wdepnąć w taki, to jak Winnetou zaleźć za skórę.

W każdym razie Winnetou z łukiem w garści chciał dać nauczkę tym cholernym gęsiom i kaczkom taką, że...
Wdrapawszy się na konkretną gałąź i kiedy miał obie ręce zajęte polowaniem nagle...! Czyli WTEM!!
Gałąź się złamała i Winnetou wpadł prosto w morze pokrzyw pod nią na skraju stawu...
Wrzask jaki się podniósł wypłoszył ptactwo nie tylko ze stawu ale wzburzył też konia w stajni. Ze zboża uniosło się kilka buszujących tam kuropatw i...

Dwa lata później (dokładniej półtora roku) Winnetou poszedł nad staw już nie tak skąpo odziany. W zestawie odpisanym wcześniej prezentował się na tle zmarzniętej do szpiku przyrody naprawdę efektownie.
Winnetou żył jeszcze wtedy obrazami prezentowanymi w tvp 1. Był tylko jeden kanał i obsługiwał wszystkich. Od dzieci po starców. Niestety...
Ani Wakacje z duchami, ni Podróż za jeden uśmiech czy Pan Samochodzik emitowane świeżo w tv opisywały tylko letnie przygody.

Do tych Winnetou był przygotowany, że hej. Bardziej niż przykładnie ale zimowo...? Tabula niezapisana eksploracyjnie. Oczywista sanki, łyżwy - koncertowo, śmiganie na butqach itp. - znakomicie, ale bardziej zaawansowany plener to nawet nie po łebkach.
Zimowego Winnetou strasznie kusił staw. Tym bardziej, że cały już był pokryty lodem. Wszystko już elegancko zamarznięte... gdyby tak mieć łyżwy! Łyżwy owszem, miała siostra i mogła pożyczyć, bo w Rumi ani mrozu, ani śniegu. Ale wiadomo...



No więc nasz Winnetou cały niemal w wełnie, w pięknych walonkach zaczął sprawdzać czy lód trzyma. Lód trzymał ale gdzieś w połowie drogi do geometryczno-geograficznego środka zatrzeszczał i...
Trwało to migiem, kiedy staw pochłonął Winnetou`ego... Nie było wrzasku, tylko trzask i plum!

Na szczęście zimowy niski poziom wody ugrzązł gdzieś między pepkiem a klatą pirata, znaczy Winnetou`ego. Pierwsze wrażenie? Nie jest wcale tak zimno. Ale to było pierwsze wrażenie.
Do dziś pamiętam niemal każdy szczegół akcji samoratunkowej. Najważniejszym było dotrzeć do brzegu. I to jakoś szło. Tu brawo dla Winnetou, bo nie wdrapywał się na lód (po pierwszej próbie) tylko łamał własnym ciężarem to, co było przed nim a po paru krokach już mógł wyjść normalnie na brzeg.

Ale... co się dzieje...? Nogi zamarzają w walonkach eksresowo! Winnetou chce biec ale opada z sił, znaczy jakby nie może, bo ciało drętwieje. Przewraca się i nie może wstać... Zaczyna się czołgać, coś krzyczy... Nikt go jednak nie słyszy... Czołga się resztkami sił przez ogród, "mijając" po prawej oborę, drewutnię. Nie krzyczy... na to też już nie ma sił... Nawet na to.
Udaje mu się doczołgać do furtki ale...

  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.02.2026, 20:01   #5
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie Nicość 6



Stoimy tak pod płotem ze Strażnikiem Domowym `i wspominam historie z babcinego podwórka...
- Co było dalej?
Furtka zamykana była na taki charakterystyczny skobel. Kiedy jakąś resztką sił się do niej wspiąłem nie mogłem tego skobla nacisnąć. Przede mną kilka metrów do kolejnych drzwi od sieni... Widzę je przez mglę.
Nagle furtka puszcza. To impuls, który jest sygnałem dla ostatniego strzału adrenaliny.

Nie pamiętam, jak znalazłem się w sieni. Dopiero wtedy w drzwiach od kuchni pojawiła się babcia...
- Synku, co ci jest?
Potem cisza.

Obudziłem się wieczorem.
W świetle lampy naftowej ujrzałem babcię siedzącą przy mnie na skraju łóżka. Ginąłem w ogromnej poduszce przykryty kołdrą. Obie wypełnione puchem gęsim. Było mi ciepło. Babcia podeszła do pieca. Z kuchni zdjęła kubek z mlekiem. Tradycyjnie... Z dodatkiem masła, wyciśniętym czosnkiem, łyżeczką miodu...
- Pij wnusiu. Wypij i śpij. Rano obudzisz się z nowymi siłami i wszystko babci opowiesz.
Babcia ponownie podeszła do pieca i zdjęła z niego mój sweter. Na przypiecku stały same filce z walonek. Z takim obrazkiem zasnąłem.

Kiedy mnie babcia rozbierała do łóżka wszystkie ciuchy miałem zamarznięte na kość razem ze skarpetami.
Wszystko zmarzło na mnie na dystansie niecałych 80-ciu kroków.

Może dlatego 45 lat później, niedaleko mojej obecnej "małej ojczyzny" bez cienia egzaltacji brnąłem w rozlewiskach Biebrzy pod Dolistowem na pożegnanie zimy.
Ale wtedy nie było -9, jak wskazywał babciny, rtęciowy termometr tylko kilka (bodaj trzy czy cztery) stopni na plusie.



Opis tej wycieczki w trybie lat z epoki MWW3 na którym sobie jechałem - poniżej w linku.
Jeszcze 5 tyg. wcześniej leżałem na oddziale Szpitala Marynarki Wojennej za rogiem willi państwa Wałęsów.
Zabieg usunięcia przepukliny pępkowej mnie tam czekał. Nomen omen w fajnym towarzystwie. Zakonnika (misjonarza) i emerytowanego pułkownika lotnctwa. Ten ostatni służył w Bośnii cudem przeżył ale zasłynął czym innym.
W którymś z Borewiczów zaangażowano go i... śmigłowiec, który miał pilotować w jednej ze scen. Niby nic za komuny ale scena wymagała pilota z dużym doświadczeniem i umiejętnościami ponieważ śmigłowiec miał latać w... centrum Łodzi na bardzo niskim pułapie. Wszystko szlo gładko, dopóki nasz pilot nie wtarabanił się między wieżowce (co zakładał scenariusz).

Z okien bloków posypały się szyby od fali uderzeniowej i zrobiła się afera. Afera, bo śmigłowiec tak jakby załatwiono z wojskiem na lewo. No i takie tam.
Zatem kto chce wiedzieć jak to było z brodzeniem Biebrzą i zaczemu, opisane tu:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/bajkalajka/

Idealna opowieść dla wielbicieli trybu lat 80-tych. W sam raz do poduchy dla moich sympatyków.
Dzisiejszy dzień żegnam z przytupem. Baby nie tylko na motóry.

  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12.02.2026, 08:16   #6
El Czariusz
Gość


Posty: n/a
Online: 0
Domyślnie NICość 5

Ja dalej nic nie muszę. Robię.
Te rozstania i powroty.
Góra, podróż na Podlasie 1, Tytus Romek i ATomek, Podróż na Podlasie 2, wełniany sweter.
Pierwsza sprawa w sądzie.
Pierwsza emigracja.

A ja mam dopiero 10 lat i nie mam nic.
Ale nic jest początkiem wszystkiego. Akcentuję to po raz kolejny.
NIC JEST POCZĄTKIEM WSZYSTKIEGO.

Mając 10 lat zostaję sam.
I co istotne, wychodzę z trybu nakazowego. W kluczowym wieku. W domu przestają mi mówić, co mam robić. Ojciec w Rumi, mama już na emigracji.
My (ja i siostra) z nią. Z nami bogaty księgozbiór ale mnie książki nie interesują. Kompletnie - poza jedną, potem drugą.
Ta pierwsza, to Znaczy Kapitan.

Nie wiem, jak to się stało, że ją otworzyłem.
W lutym mam już 11 lat. Śpię na podłodze. Na perskim dywanie. Prawdziwym, perskim dywanie. Jestem Dariuszem Pierwszym. To mi wmawia uparcie mama. Znaczy wmawiała, kiedy byłem bardzo mały. Też już o tym wspominałem.
Latanie na perskim dywanie było dla mnie codziennością. Nie bylem jak Ikar. Latałem tak, by nie dotknąć słońca.

Dlaczego?
To banał... Latałem nocami. We własnej baśni tysiąca i jednej nocy. Nikt mi nie kazał latać. Mama zachęcała. Potem nie miała już czasu, żyła w swoim świecie. Byłem jej rodzyneczkiem. Ale ja nie godziłem się na... taką rolę.
Zimiok coś tu o odlotach pisał...

Chłopcze... Nie masz pojęcia, czym jest odlot.
Mama to miała odloty.
Na studiach moim kolegom oczy wyłaziły na wierzch. Pierwsze, co ich dziwiło, to imię - jakim przedstawiałem mamę. MATYLDA.
Takie "egzotyczne". Nikt przecież nie śmiał ująć tego inaczej. W sensie np.: rany Julek... ale głupie imię? Imię jak imię, ni głupie, ni mądre.
Egzotyczne z akcentem na nieprzewidywalność.

NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ.
Dla mnie codzienność, dla przyjaciół egzotyka.
- Ale przecież twoja mam ma inne imię.
Tak.
- To czemu zawsze mówisz o niej Matylda?

Zawsze wtedy tylko uśmiechałem się. "Mama" przecież dla wszystkich była ikoną. Dla mnie nie była. Im bardziej pogrążała się w chorobie psychicznej, tym w domu było gorzej.
Ciśnienia nie wytrzymywała siostra dlatego szybko się usamodzielniła. Mnie tam mój pokój pasował. To był mój świat. Z perskim dywanem.
Zresztą mama jako ceniony pedagog języka rosyjskiego jeździła do ZSRR na różne sympozja, letnie kursy itp. Sporo tego było. Często trwały tygodniami i wtedy naturalnie zostawaliśmy sami. Pisałem juz o tym ale zimiok, Sudden czy inny Matjas tego nie czytali.
Sudden przeczytał trafną opinie o mnie w... szkockiej. Autorem opinii Pan Inżynier. Pana Inżyniera, to ja szanuję. Suddena, który zrobił (niemal) kopiuj wklej - nie. na tym się zatrzymam. Dziękuję.

Dzisiaj reaguję bardzo emocjonalnie. Kiedyś w ogóle.
tego nauczyła mnie mama. Bezwiednie. Bez trybu nakazowego. Bardzo mi przypisanie mamie imienia Matylda w tym pomagało.
Wszyscy swoje mamy kochali. Ja kochałem Matyldę. Ale... zawsze przychodził ten dzień, kiedy moje "otoczenie" poznawało Matyldę.
Wtedy wszystkim szczęki opadały, mózg szorował po podłodze.
- O rany... Ale kultura zdrowej relacji nie pozwalała na nic więcej.
pal sześć zdrowa kulturę. Ja nie pozwalałem na żadne "osobiste" wycieczki komukolwiek. To była moja Matylda. Koniec kropka.

Teraz moją Matyldą jest El Czariusz. Wara matjasom, zimiokom suddenom od niego.
Wara jeszcze tylko przez 5. Dnia szóstego będę miał już was serdecznie w dupie. I jeszcze kilku.

Ale... zatrzymałem się na Karolu Olgierdzie Borhardt. Nie odmienię nazwisko Pana Olgierda, bo można sobie na tym język połamać.
Winnetou poszedł w odstawkę jak z bicza strzelił...

  Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12.02.2026, 08:52   #7
chomik
Administrator
 
chomik's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jun 2007
Miasto: Bałtyk
Posty: 3,949
Motocykl: RD03 2xRD07a
Przebieg: 666
chomik jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 6 dni 6 godz 27 min 25 s
Domyślnie

Ja znów Meissnera bandera, krzyże co to były za przygody... ale K.O.B. to Szamana Morskiego.
Uwielbiam i uwielbiałem siedzieć przed biblioteką i czytać tytuły, a potem coś wybrać. Tak miałem w domku, w bibliotece i księgarni. Szkoda, że papier znika, miało to coś w sobie magicznego, jak płynąć przez ocean i odwiedzać wyspy, na których wszystko jest możliwe...ten zapach, nowych, starych książek, faktura, okładka a teraz będzie tylko palec po ekranie....
__________________
www.motopodroze.pl
chomik jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:13.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.