|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
|
|
|
|
#2 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
...chomik.
Tak, że ten: http://renowacjaposadzek.pl/blog/zro...tiowka-w-zyzn/ O pułapce na chomika i nie tylko. Finał z dupą. Świat jest do dupy ale życie jest cudem. |
|
|
|
#3 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Oczywiście!
Moje "podanie" nabiera mocy urzędowej, zatem zapraszam na kawę. Podanie... Prośba nie cierpiąca zwłoki ![]() Moja pierwsza "wielka miłość" była istnym darem natury. Skończyła się tak, jak moja sympatia do pisania tutaj. Tamta miłość była realną, ta - wirtualną. Nagle okazuje się, że jesteśmy rozbieżni jak zez. Miałem 17 lat i dostałem taki list, że wypadłem z moich jedynych butów w dwa pasy. Miałem taki wyraz twarzy, że wzbudziłem litość nawet w oczach mojej siostry. Wzięła ode mnie ten list, podarła go i powiedziała krótkie: zapomnij. Nie tak do końca ale esencja. Siostra, z którą darliśmy od lat koty, o których się w oliwskim ZOO nie śniło, nagle stała mi się bardzo bliska. To niewiarygodne, jak jedna sytuacja, gest może odmienić twój mały świat. Wszystko poszło w niepamięć. Przytuliła mnie i nagle okazało się, gdzie jest ta wartość największa. Do tej pory zostawieni samemu sobie, żyjący obok - znowu razem. Mama nie miała już na mnie żadnego wpływu. Na siostrę tak, doprowadziła do jej wyprowadzenia się z domu ale to nas tym bardziej zbliżyło. Dlatego wcześniej napisałem, że nie odpowiadała mi rola, którą pisała mi mama. Czuję się z całej tej mojej życiowej perspektywy chwilami, jak profil zaufany. Wjebano w niego miliony a on sypie się, robiony na kartonie globusa pl jak te wszystkie zieleniny ładne. Ale kiedy czuję się lepiej: Taki mi wychodzi palec. |
|
|
|
#4 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
To jest podsumowanie.
Tego, co wydarzy się za pół roku, dwadzieścia lat... temu a... ![]() ..skończyło się w czerwcu 2019. Idealny skład: ![]() Autorem obrazka Kolega Redzisław Nieponóry. ![]() Nie ma ludzi (i kobiet), którzy robili Afrykę lepiej lub gorzej. Są przede wszytkim ci, którzy ją zrobili. Melon, pytałeś o mój rozbity łeb? ![]() ![]() To był konkretny przyjeb w lastrico. Oleg był przerażony. Krew lała mi się z głowy a ja ostatkiem sił, jeszcze przez pół godziny zbierałem odkurzaczem popłuczyny z posadzki, bo następnego dnia studenci AM mieli już po niej hasać. Przyjechała po mnie synowa. W bardzo zaawansowanej ciąży, bo nikt nie mógł. Zawiozła mnie na SOR Szpitala Miejskiego w Gdyni. W nim się urodziłem kiedyś. Dwa tygodnie później urodziła się Marysia. Moje dzisiejsze oczko w głowie w miejscu blizny. Współczuję tym, którym życiowych blizn nie zastąpią takie oczka na świat. Idę robić drugą kawę. By wrócić jeszcze za chwilę i Czarnemu dogodzić
|
|
|
|
#5 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Poza Czarnym, dedykuję również: Dziejowi, Chomikowi i Wiernemu. Dziejowi wchodzę w dupę, bo mam do niego interes ![]() Nie, nie jest to palec. Jeszcze jestem kapralem. Jest wiosna 1982. Przeżywam pierwszy poważny kryzys w życiu. Przeżywam właśnie 1,5 roku w wojskowym drylu. W "tymczasie" wojska OTK na na Karmelickiej w Krakowie. Dumnie nazywało się je wojskami Obrony Terytorialnej Kraju. Mniej dumnie żołnierze jeździli do pracy. Moja kompania obsługiwała Krakowskie Zakłady Tytoniowe. Produkowano tam m.in. polskie Marlboro. Moja drużyna - Zakłady Zbożowe na jakimś zadupiu pod Krakowem. Usunięcie konta przez Dubela* potrwa to zapewne, być może więc zdążę jeszcze wspomnieć o Karmelickiej, bo to piękny kawałek mojej podłogi był. Tymczasem teoretycznie miałem w cholerę czasu w trakcie edukacji zbożowej mej. To były czasy smutne ale... Razu pewnego w sobotę jakąś po południu, będąc już umówionym na spożywanie alkoholu z pisarzem kompanijnym - Kaczorem i d-cą drużyny z mojego plutonu - Bańką przechodziłem koło kompanijnej świetlicy. Do tej pory (ze dwa m-ce) jeszcze tam nie zajrzałem. Tej soboty też bym nie zajrzał ale doszły do mnie dziwne dźwięki. Jakieś strzępki pochodu basowego, urywane akordy w rytm and bluesie... Pogłos sprzężenia... z głośnika przebijało się: i believe i'll dust my broom Przystanąłem. Jakieś głosy, komentarze kilku osób... Wchodzę. Świetlica zastawiona jakimiś meblami, wypełniającymi niemal całą salę. Między te meble wciśnięta... perkusja. Przy niej znany mi żołnierz ze złamaną ręką. Tuż obok zestaw nagłaśniający, do niego podpięty basista i "prowadzący". Co tu się pięknego wyrabia?! Moi Drodzy i nie tani... Wylądowałem w samym środku muzycznego podziemia. Dust my broom, to jeden z tych kawałków, który uwielbiam słuchać w pętli. Słucham i słucham aż do "zesrania" się czyjeś psychy. Strażnik Domowy wypracowała już sobie strategię kontr słuchu. Po prostu udaje, że nie słyszy. No czasami tylko, kiedy moja pętla ma miejsce po 20-tej cicho prosi: - Ścisz trochę. Albo" - Załóż słuchawki. Potem ogląda swoje seriale. Genialna harmonia. I believe i'll dust my broom... Co to jest kurwa grane?! |
|
|
|
#6 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Chłopaki przerywają jak na komendę.
Widzą swój - ulga. Nie ma już grania. Okna świetlicy wychodzą na Karmelicką. jest zakaz. Ludziom po drugiej stronie przeszkadza w wypoczynku. Grajkowie część mebli przesunęli tak, by "zalepić" okna. Oniemiałem... Panowie... mogę zagrać...? - Na czym? Na perkusji. - Grałeś kiedyś? Nigdy. - To jak chcesz kurwa grać? Normalnie. Chłopaki patrzą na mnie. Ja tylko na perkusję. Zagrać na prawdziwej perkusji, to moje marzenie od kilku lat. Prawdziwy zestaw. Mały bęben, duży bęben, mały kocioł, duży kocioł, breake maszyna i jeden czynel... Dzisiaj, to bym im całą historię mego "grania na perksusji, na której nie grałem"" opowiedział. Wtedy było inaczej. Mało mówiłem, więcej robiłem. Widzę, że jestem mało przekonujący ale jestem... kapralem. Oni - szeregowi. Ale nie to zdecydowało. Za mną do tej jednostki dotarła historia o mnie. Szanowano mnie. To znaczy, nikt się do mnie nie wyrywał. Miałem w tej jednostce niepodwarzalny status. Status gościa nieprzewidywalnego, z określonym dosier. Ten ze złamaną ręką przełamał się pierwszy. - Zagraj sobie, tylko nie napierdalaj, bo wyjebią nas stąd na amen. Wziąłem pałeczki do ręki... Pauza. Idę sobie otworzyć... browara. Jak za czasów studenckich. W niedzielę, o 7.30 rano. Teraz już nie to. Jest 9.30. Były już dwie kawy. Obchodzę karnawał. Słuchamy... |
|
|
|
#7 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Biorę pałeczki od złamanego. Próbuję się najpierw odnaleźć w zestawie. Krzesło jest regulowane. Nawet to... Nie pomyślałem... Mój zachwyt sięgał zenitu. Uderzam w breake... tak, by wyczuć odległość. Prawą ręką... Przesuwa maszynę mało ją nie wywracając, wszystko ze zdenerwowania. Boję się tego paraliżującego spięcia, które miewałem przy gitarze. Na niej uczyłem się grać przez trzy lata. Po osiem godzin dziennie. Nauczyłem się sam. Czytać nuty itd. Byłem tym swoim graniem mega rozczarowany. Tyle pracy i chuj w moją dupę. O tym zjawisku pisałem panie dżjango czy tam inny, co mi wytykał to, co ja wtykałem niby. Nieważne. Niedługo się rozstaniemy i nigdy nie spotkamy. Z moim przyszłym szwagrem i małym założyliśmy w technikum zespół. Kazek grał w ognisku muzycznym na perkusji ale jemu pasował bas. Ja grałem na gitarze ale mi była pisana perkusja. mały nie grał na niczym ale ekspresowo uczył się grać na gitarze. Mały, to taki współczesny Kacper Tomasik był. Wczoraj układał swoje smukłe paluchy na strunach, dzisiaj już gra. Mały grał na moim akustyku Defila, Kazek na jakimś basowym wynalazku podpiętym przez wzmacniacz do radia. Ja grałem pałeczkami Kazka na... Pauza. Pierwsze białe kozelo wtargnęło we mnie z siłą mickiewiczowskim siklaw. |
|