|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
W chacie 12,5 stopnia. O 6.15 włączam ogrzewanie. Nie śpię od 4.45.
O 7.18 już tylko z rzadka wstrząsa ciałem nagły skurcz międzyżebrowych i przepony. Niedziela Palmowa. Wielki Tydzień. Za dwie dekady taka konkluzja może mieć już inny ciężar... Czy ja dożyję? Czy będę miał normalny kontakt z wnukami, które dzisiaj mają wszystko...? |
|
|
|
#2 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Wracam na chwilę do Europy.
Moja Ukraina, to rocznik 1974. A tu epicki etap Giro z tego roku. Jeden z komentarzy: to byli ludzie twardsi niż gwoździe do trumny. Ładne porównanie. Jakie kadencję... Gwoździe i uda ze stali. Głowy bez kasków, na wielu etapach końcowe podjazdy bez asfaltu. A ja...? Leżę od 13-tej w łóżku i łykam mikstury. Tak się dzisiaj napracowałem. Ale zawsze. Na wsi cieplej niż w Gdańsku. Sodomia i Gomoria z tą pogodą |
|
|
|
#3 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Melon zaliczył Zejście smoka, to mu polski scenariusz podsyłam.
https://youtu.be/-lO_IZaOgeY?is=84i6DF-3KZA1tDFw Zawsze miałem pewien kłopot z symboliką Niedzieli Palmowej. W końcu to jedyny tydzień w roku, co ma 8 dni. Zaczyna się radośnie a potem lecą bomby jedna za drugą. Tak... Dożyć końca tego tygodnia z radosnym finałem. Wszystko za płotem, za drogą, za miedzą, z okna, z ławki... Wszystko widać jak na dłoni. Elegancko. Wzorowo. Cudownie. ...jak wiele trzeba zmienić, by nic się nie zmieniło... |
|
|
|
#4 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Dzień dobry,
jaki jest najlepszy kraj do umierania? ------------------------------------------- Errata Na onkologicznym oddziale jest już za późno. Moje wyniki nie pozostawiały wątpliwości. Dawno temu Strażnik Domowy "poprosił", bym jej samej nie zostawiał. Siedziała na kanapie, ja w swoim fotelu... - Chcę odejść pierwsza. |
|
|
|
#5 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Dzień dobry,
budzę się w Szum, w środku nocy... Gdzieś w połowie trasy kolei. Wysadzamy z Żakiem dwie Niemki, które wpakowały nam się do wagonu w Nawazibu. To znaczy pomogliśmy się im wpakować... Dwie grube, NRDowskie feministki, nie kryjące się ze swoim homoseksualizmem. Żak, jak przystało na wykształconego Francuza opanował biegle język francuski i na tym się jego językowa edukacja skończyła. Po chuj mu więcej było? Ano po chuj... skoro w całej północnej i równikowej Afryce do szczęścia komunikacji - więcej nie potrzeba? Było to dla mnie irytujące. Czepił się mnie jak rzep psiego ogona ale do sprawnej komunikacji międzyludzkiej wymagania są ciut większe... Nie byłem tkanką żywicielem. Potrafię być nieznośny, kiedy wiem, czego chcę. Możecie mnie wtedy wołami nawracać i nic to nie da. Sprzężenie zwrotne. Żak nawracał mnie jakby, swoją dobrocią bycia... Tylko do czego? Do łagodnej śmierci? Takiej wiesz, kozak... nagle przyjmuje wyrok na siebie z całą tą ewangelizacją... W porywie jeszcze kogoś i ty nawrócisz... W tym momencie trafiają ci się takie dwie cipy enerdowskie ze swoim światem liberte... Zasadniczo pogodzony z losem mogłem je olać... Wczytać się do zachodu słońca w Zielone piekło dla równowagi. Ale nie... Wdałem się z nimi w dyskusję i skończyła sie ona na tym, że nie jest specjalnym problemem dla desperaty o przeciwpołożnych poglądach (czytaj mnie) wyjebać - w takich oklicznościach przyrody, słabszą stronę w kosmos, celem prostej eliminacji. Rozlana świeżo droga mleczna na niebie, niczym astromiczny kleks wybrzmiała nagle, ku mnie sms-em. Włączyłem bowiem telefon. Z ich powodzi odebrałem jeden. Ten z domu... Pierwszy raz od tygodni nie był "cichym oskarżeniem". Pierwszy raz od wielu tygodni niósł nadzieję... Doznałem kolejnego deja vu... |
|
|
|
#6 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Dzień dobry,
szybciej diabła bym się spodziewał niźli Dzidki w Lublinie. Lublin na blachach Sanoka w Tiszit. Lublin w wersji autobus - żółty. Dzidkę spotkałem na rogatkach Nawakszut. W dniu jej urodzin. Wyprzedziła mnie, następnie w lusterku upewniła się, że kogoś takiego jeszcze nie widziala i zapragnęla poznać... Zatrzymaliśmy się w Tiszit. Tymczasem koronawirus szaleje w Europie - dowiaduję się. Nie wiem, co to znaczy szaleje ale zastanawiają mnie statystyki. Czytam sms od Fazika. berlin ma zapasy żarcia jeszcze tylko na dwa tygodnie... Co tam się kurwa dzieje...? Od Atar jestem już innym człowiekiem. W Nawazibu skończyła sie nasza wspólna podróż z Żakiem. Na pożeganie zagral mi marsyliankę. Powoli wracam z zaświatów, asymiluje ponownie do życia i... trafiam na Dzidkę, czystą radość z życia - nieskażoną dyplomacją. Jej Lublin w pełnym oryginale, zarejestrowany na 15 osób przypomina mojego przed rewitalizacją. Ogólnie prezentuje się lepiej, no i przede wszystkim ma sprawny system otwierania bocznych drzwi. Silnik, który napędza ustrojstwo, to silnik od wycieraczek. Mi go brakowało, teraz wiem - czego. Oryginalne kanapa i fotel kierowcy + 12 siedzeń plastikowych w kolorze blue. Pierwotnie miał iść do czarnych ludzi ale Dzidka się zafiksowała już półmilionowym nalotem i klimatem... Nie wiem, nie znam się. O sobie nic nie mówię. Coś mi się w dekiel stało i skneblowało język. Jednego dnia życie staje ci na głowie, drugiego wstajesz jak ten feniks tyle, że ze skneblowanym jęzorem. Słucham, co mówi Dzidka. Z mojej strony konwersację sprowadzam do zdawkowych pytań. 44 lata (skończone), spod Pieniężna, wychowana na kolonii wsi Radziejewo. Chłopka na hektarach, które porzuciła (zostawiła rodzeństwu), kupiła Lublina i pojechała w czarne pizdu... Skoro dojechała do Nawakszut, to znaczy, że sobie radzi... Blondyna, ponad 170cm bez obcasów (ale w kowbojkach). Nie wiem - czy brzydka czy ładna. Blondynka. Po prawniczych studiach i romansie z Warszawą. Lewicowo zryty beret. Wcześniej Franca teraz Dzidka. Nie wiem czemu ale... zabrałem się. Dlatego, że była sama. To spełniało moje zapotrzebowanie na jakość/ilość towarzyską, do tego mówiła/mówi po polsku. Zastępuje mi radio w podróży. Tu, w Tiszit już czuć wnętrze Sahary. Po te wnętrzności tu przyjechała a ja za nią. |
|
|
|
#7 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Dzień dobry,
Dzidka czułaby się pewniej, gdyby wiedziała o mnie wszystko, ja w relacji - przeciwpołożnie. Ostatnie o czym chciałbym wiedzieć, to po co się tu znalazła? - Pewnie jesteś ciekaw, co ja tutaj robię? Nie. Ma młodszego o cztery lata brata - hipochondryka. Dwie doby stykły, bym wiedział, co się dzieje w kraju i na świecie. To strasznie determinuje dzidkowe tu i teraz. - Jedziesz autobusem taki szmat drogi... po co? By codziennie wracać do cywilizacji łacińskiej czy odkrywać czarny ląd a przy okazji trochę siebie, tej nieznanej? To było pierwsze zadane jej przeze mnie pytanie, po pierwszej towarzyskiej rozkmince. Dokładnie tak. - To licz na siebie... tak, jakby mnie nie było. Patrzę na jej wysuszone dłonie, paznokcie z resztkami lakieru. Czuje mój wzrok i od razu je usprawiedliwia. Nie ważne. Tak przy okazji robię przegląd fantów. No nie jest źle jak na wycieczkę po cywilizowanym Maroko. Kompresor jest, dobry do gumek Tico. Pompki (dobrej nożnej) nie ma. Jest podnośnik oryginalny ale nie ma go czym podeprzeć od gruntu. Wycieraczka pod nogi jak chusteczki do nosa... Nic, co można by uznać za kawałek trapu. Koło zapasowe... Można zgubić w każdej chwili. Trzyma się w szkielecie rdzy - cud, że jeszcze... Wszystko ładnie od spodu zapaćkane barankiem. Z nagrzewnicy pod ostatnią ławką cieknie płyn, pedał hamulca wpada w podłogę... Drzwiami tylnymi bym tak nie trzaskał, bo sypią się jak choinka po sześciu królach a prawy tylny słupek ma tego wyraźnie dość. Silnik jak to Andoria. Wiele zniesie. Mauretania, to doskonałe miejsce do umierania. Nim taki Lublin zejdzie dostanie minimum dwa życia. Tymczasem trza poza uzupełnieniem fantów trochę przy Lublinie podłubać. Odpowietrzyć hamulec, być może wymienić klocki (pasują od Laguny) wstawić by pass w miejsce nagrzewnicy, koło zapasowe wrzucić do środka. Nie da się tego jednak zrobić uniwersalnym kluczem do roweru. Tym bardziej ściągnąć koła. |
|