Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01.02.2026, 10:37   #1
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 18

Czytam zapiski i już wiem, dlaczego wysiadłem w Bijelo Polje tak czy owak.
Próbowałem kupić bilet na międzynarodowy do granicy (zgodnie z hasłem, że granicę, to ja nie z rowerem ale na rowerze) ale nie można było doń zabrać roweru. Zatem ten, którym jechałem z Podgoricy nie był międzynarodowy tylko w Bijelo Polje po prostu kończył bieg.

Zatem wysiadłem, dosiadłem kogę i pojechałem na granicę. Nie kojarzę, czy było gorzej czy lepiej. Tu się zapiski urywają. Brakuje też kilku zdjęć. Pamiętam, że robiłem je przejeżdżającemu pociągowi, który to pojawiał się, to znikał w tunelach wykutych w skale. Ja też pokonywałem typowe dla Dormitoru tunele z całą masa uch igielnych przez które się przetykałem.


Pamiętam krowę srbską.

Za to bardzo dobrze pamiętam mój pobyt w Priljepolje, do którego dojechałem dość szybko. Była to sobota po południu, co było dość brzemienne w skutki.
Bo ponieważ nie mogłem wymienić euro na dinary, bo żaden bank już nie rabotał. Znaczy to, że zostałem odcięty od zaopatrzenia. To po pierwsze primo. Drugie primo było takie, że ten węzeł w Priljepolje nie obsługuje pociągów pasażerskich...

Oba info zaposiadłem w pomieszczeniu drużników i z tym info przysiadłem na dworcowej ławce, na pustym dworcu w sobotnie popołudnie, z którego nie mogłem odjechać ani pociągiem, ani rowerem.
To znaczy rowerem jeszcze mogłem... Wyraz "jeszcze" niesie w sobie ogromny, jeszcze nieujawniony potencjał. A w zasadzie brak potencjału ale z ogromnymi widokami.
To, co wydarzy się za chwilę, to znaczy wydarzyło się, kiedy na ławce przysiadłem... może ukoi strapioną duszę Matjasa na moment.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 11:42   #2
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie

Pojadę Lutrem:

"War is the greatest plague that can afflict humanity, it destroys religion, it destroys states, it destroys families. Any scourge is preferable to it."

Nie ma bardziej destrukcyjnej grupy społecznej niż oszalałe z nienawiści kobiety pragnące rządzić i decydować.
Wszystko jest lepsze niż one. Zaraza, głód, pożary, wojna...
Nic tak nie zniszczy człowieka i społeczeństwo jak kobiety które uwierzyły że mają jakieś mityczne prawa....

Tymczasem.
Buraki się kwasić będą. Druga nastawa w sezonie. Dodane trochę soku z kiszonej przeze mnie kapusty. Ta ostatnia bajeczną. Cynamonem przpruszony "dekiel". Droga dla pleśni zamknięta.
Załączone Grafiki
Typ pliku: jpg IMG_20260201_103656.jpg (395.8 KB, 4 wyświetleń)
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 12:27   #3
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie

Miała być wycieczka nad morze ale... paliwo w scudo sobie zamarzło. Elegancko.
No to wracam do przysiadów.
Skoro dr Stefan o tym nakręcił film, to musi być coś na rzeczy.



A tak się ładnie dzień zaczął... Wszystko przez te feministki wszystkie, co na mnie ryja darły. Stałem i słuchałem gorącej przemowy, to znaczy tego wrzasku i... Żałuję, że tej gorącej atmosfery nie doznała komora silnika.

Tymczasem koledzy się bawią...
Załączone Grafiki
Typ pliku: jpg IMG-20260131-WA0006.jpg (293.0 KB, 8 wyświetleń)
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 12:51   #4
arbo
arbozeniak


Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 549
Motocykl: xd
arbo jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 2 dni 17 godz 35 min 28 s
Domyślnie

To Ci napiszę tu.
Jak już wrzucasz zdjęcia czyjegoś auta to przynajmniej wymaż numery. Całkiem to chujowe z Twojej strony.

I pozbądź się kompleksu mazeniaka, bo to co wyżej zrobiłeś, to jego potwierdzenie. Łazisz za mną jak jakaś niedopieszczona pizdeczka.
arbo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 14:26   #5
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 18

F-cznie. Rower zasłaniał. Czego ty tu szukasz?



Tymczasem siedzę sobie na tej ławce w Priljepolje i jeszcze nie wiem, że arbo mi fotek nie udostępni, bom ich nie godzien. Nie wiem rownież, że kilkanaście lat później mu żyłka strzeli na hemoroidzie z ciśnienia. przynajmniej nie napisze, że mu zdjęcia ukradłem.

Pamiętasz...

...jaką pizdeczką byłeś pod Korabem?
Niewyspany ze strachu, bo wieczorem usłyszałeś ryk niedźwiedzia. Dla mnie to był jeleń. Nieważne. Byłeś tak posrany, że aż mi się ciebie szkoda zrobiło. Spalić kubik drewna, by odstraszyć zwierza... cha cha!
Zrobiłeś mi wtedy poranek.
Znowu zrobiłeś się taki malutki?

Siedzę dalej. W trakcie mego niewiedzenia podchodzi do mnie pracownik obsługi stacji, obecnie w czasie wolnym.
- Dobry rower.
Uśmiecham się.
- Też mam taką. Chcesz zobaczyć?
Po chwili przyjeżdża na pięknej kodze kolarzówce.
Rower zadbany w każdym calu.
- 20 lat temu zdobywałem na niej mistrzostwo Serbii w jeździe indywidualnej na czas.

Fiu fiu, gwiżdżę z niekłamanym zachwytem.
Rozmawiamy jeszcze chwilę i dostaję propozycję:
- Piwka się napijesz?
Prowadzimy rowery na zaplecze stacji. Mój nowy kolega znika, by wrócić z dwoma piwami. Sączymy i rozmawiamy. Sprzedaję mój chwilowy problem.
Wracamy już wspólnie do pomieszczenia dróżników. Zasadniczo chodzi o to, by jakoś rozmienić mi te 50Eu.
Nie ma gdzie... Chłopaki sprawdzają najpierw jaki jest kurs. Dzwonię z telefonu na korbę (sic!) do centrali w Belgradzie. Ta ustala kurs i podaje.

Chwila zastanowienia i... Dróżnicy postanawiają odkupić ode mnie te euro!
Ja pierdziu... Wprowadza mnie to w prawie tak dobry nastrój jak arbo pod Korabem.
To był mój pierwszy, faktyczny kontakt z Serbami w życiu. Do chwili naszego spotkania mieli bardzo złą (ogólnie) prasę. Ja specjalnego zdania o tej prasie nie miałem. Czytam własną i na jej podstawie wyciągam wnioski.
Zatem zbudowany ich postawą żegnam się z moimi Serbami, i z "pomocą" w kieszeni jadę kupić na mieście coś do żarcia oraz poszukać gdzieś nad rzeką miejsca na nocleg.

Jest bardzo przyjemnie. Nie za gorąco ale ciepło. W sam raz. W małym sklepiku przy lokalnym targu kupuję owoce. Tak sobie myślę, że dzisiaj to się dowitaminizuję a jutro w ciągu dnia coś zjem, przemieszczając się na północ, dokąd mi w nogach energii starczy.
Z tymi owocami ląduję nad brzegiem rzeki. Najpierw kąpiel. Woda bardzo rześka. Wprowadza mnie w jeszcze lepszy nastrój, zdecydowanie lepszy niż arbo z niedźwiedziem.

Wykąpany, odświeżony wcinam śliwki, przegryzając winogronami. Ta miejscówka dobra do kąpieli ale do bytowania nie bardzo. Za mało miejsca, za blisko drogi itd. Trza się zbierać i szybko szukać docelowego placu bo słońce już ku zachodowi się chyli.
Jak się zebrałem, to znowu pomyślałem, że może jednak piwko do snu było by super. Już nie myśląc więcej, pognałem do tego mojego sklepiku na rowerze.

W sklepiku piwo było. A jakże. Biorę dwa ale... znowu tak jakoś mi się myślenie włączyło... Głupio tak te pożegnanie na stacji... To... liczę na szybko: dwóch dróżników, mój kolarz... Po piwie dla każdego, to trzy. Plus jedno na zapas plus dwa dla mnie.
Z pełną siatą wracam teraz na dworzec.
Najpierw do dróżników. Akurat jeden kończy pracę więc... Pytam o kolarza. Mistrz jest w minutę.

Siadamy razem na zapleczu. Mówię chłopakom, że w sumie zostaję i nigdzie mi się nie spieszy już. No i git. Jest super. Piwo znika ekspresowo, zostało jedno akurat dla kolejarza, co tez kończył pracę.
Już kończymy ale kolejarz proponuje rewanż. Nawet nie proponuje, tylko informuje o rewanżu, bo tak nie wypada.


W sumie, to jest już nas sześciu. Mistrz po mojej prawej.

No to ja informuję, że z przyjemnością zrewanżuję się awansem. Okazuje się, że ze stacją od zaplecza sąsiaduje taki ichni (na wtenczas) "selgros". Jakaś lokalna, hurtowa marka. Normalnie piwa nie kupisz ale... kolejarze mają dyskont i to dosłownie. Zrabatowane piwo kosztuje w przeliczeniu... 1 złoty na nasze.
No kur... Zatem grzecznie się pytam pani sprzedawczyni na kasie czy ja mogę skrzynkę?
- Oczywiście.
A co z kastą?
- Jak pan zdąży, to odda a jak nie, zostawi kolegom.

Przychodzę do chłopaków ze skrzynką. Zdziwienie poważne, jednakowoż z aprobatą.
- Widać, że Polak, to nie... Słoweniec. Słoweńców nie lubią. To kutwy, jak arbo.
Jest aplauz i pełna akceptacja ale...
Nie wypada Serbom nie odpowiedzieć na gawlę. Są honorowi. Do 20-tej mamy dwie gawle za sobą i jedna na zapas do środka.
Do środka, to znaczy do kolejowej noclegowni. Nie mam zdjęcia z tejże ale cały, duży stół był zastawiony butelkami a wokoło my.

Zapadają ustalenia poważne.
- Darek... Z dyżurnym wsio dogadane. Zatrzymamy międzynarodowy jadący do... Suboticy.
Ale ja mam rower.
- Spokojnie. Musimy tylko trafić na naszego konduktora. O nic się nie martw.

Ten o 20-tej chłopaki nie zdążyli objąć kuratelą. Około 22-iej kładę się spać. Pierwsza pobudka o północy. Obsługa czarnogórska. O 3.30 druga.
- Darek dawaj!
Ledwo żyję. Z rowerem trafiam w ręce serbskiego konduktora. Jestem żegnany z honorami. Przy okazji zyskuje jakaś wycieczka serbskich harcerzy co się przypałętała po nocy.
Czuję się (i wyglądam) jak Franek Dolas. Pociąg nabity ludźmi jak nocny Stoczniowiec za komuny w relacji Warszawa - Gdynia. Ledwo się z tym rowerem zapakowałem.

Było kilka fajnych epizodów w drodze do Belgradu ale szczegółów już nie pamiętam. W Belgradzie zmieniła się obsada konduktorska dla której nie bylem już Frankiem Dolasem ale za równowartość dwóch euro mogłem już w pustym pociągu kontynuować podróż do Suboticy jak człowiek, w pustym przedziale.
Nie powiem, kac mnie do samej Suboticy męczył ale nie ważne... Ważne, że w dwie doby dojechałem na granicę z Węgrami, co jak na kolarza amatora uważam za sukces.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 14:44   #6
arbo
arbozeniak


Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 549
Motocykl: xd
arbo jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 2 dni 17 godz 35 min 28 s
Domyślnie

Zdjęć to Ty mi do tej pory nie udostępniłeś, za to ode mnie masz wszystkie, więc nie ściemniaj. Jak i z całą pozostałą resztą, w tym z tymi 200km dziennie na rowerze, zrobiłeś co najwyżej 50km do Podgoricy, śmiech na sali.
Miałem Cię za kolegę, ale Ty nie potrzebujesz kolegów, tylko adoratorów, a ja nie klękam przed nikim.
Jesteś żałosną pipą i nie dziwię się, że na moją propozycję rozejmu zareagowałeś również jak pipa.
Bez odbioru.
arbo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 15:08   #7
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 18

Możesz sobie pipczyć. Dostałeś propozycję ode mnie. Jest w treści i tego nie wymarzesz. Twoje jęczenia nic tu nie zmienią.
Jesteś zwykłym trolem.

A ile km zrobiłem, to wychodzi w relacji
Na razie do Suboticy zrobiłem razem 100 cha cha! Widać, jak frajer arbo czyta.
Teraz dzieciaku WON.


W 2016 robiłem ten szuter po drugiej stronie już w golfie.

Pokazałem Strażnikowi Domowemu kilka ciekawych miejscówek z innej perspektywy.


W dole Skopje.





__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 01.02.2026, 16:58   #8
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 18

W Suboticy pożegnałem się z kacem i Serbią.
Wiedziałem, że tu wrócę "na moich" warunkach. Wróciłem golfem w 2016 i się nie zawiodłem.



Utrwalił mi się obraz gościnnej Serbii. W 2017 wzmocnił. W 2024 nie zdążyłem wyrobić sobie zdania, bo celem była Macedonia i Albania. W 2025-tym byłem już rozczarowany zmianami.

Tymczasem mam sporą garść serbskich wariatów w kieszeni i wymieniam je z powrotem na euro. Dotarłem w zapiskach do dokładnego kosztorysu więc skoryguję nieznacznie niektóre wydatki, w tym polskie i ceny zadziwią.
Do Suboticy na pedałach natłuczone 100km. Co dalej?
No... dalej to już bohatersko. Pojechałem jak przecinak. Po zjedzeniu kebaba w Suboticy. Dopiero po zjedzeniu wymieniłem wariaty.
W sumie, to miałem kasy fciul przez chwilę. Po wymianie jakby mniej ale nie było na co narzekać.

No więc granicę przekroczyłem i pognałem "na Budapest". gdzieś między Tompą a Kinkushalas wyhamowałem. Bliżej tego drugiego, bo do dzisiaj pamiętam ile natłukłem km dnia następnego.
Tymczasem hamuję na podwórku przydrożnego baru. Rozbijam się bez rozbijania namiotu na majdanie zaplecza za zgoda właściciela baru.
na Węgrzech czuję się jak ryba w wodzie, bo madziarski to mój drugi, ojczysty język. Nie miałem zatem żadnego problemu by się z panem o cygańskich rysach dogadać.

__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 09:00   #9
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 17

Matjas, nie czytaj tego, bo popadniesz w depresję.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.



W niemieckim podręczniku do historii "Horizonte"wydawnictwa Westermann, z którego uczą się dzieci (?) w NRD, napaści Niemiec na Polskę i okupacji naszego globusa poświęconych jest dokładnie 11 linijek tekstu.
Zdaniem autorów tej historycznej książki obie strony dopuszczały się okrucieństw, a niemieckie społeczeństwo było zastraszone i uwikłane w system.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

Po raz kolejny zaczyna się na mnie nagonka. I to jest poważna sprawa.
Z największego podróżniczego forum rowerowego na planecie PL wyleciałem za poglądy polityczne. Ludzie, którzy się tam nie logowali, w sumie nie wiedzieli dlaczego.
Ot, po prostu człowiek zniknął.
Nie będzie odszczepieniec pluł nam w twarz.

I tu kopie pode mną... arbo. To zawodowiec. Nie ci amatorzy jak pseudo django czy Matjas. Obaj chłopcy do rany przyłóż. Akurat nie moich. Przez tego pierwszego chciałem kiedyś kupić rower, zostałem manipulantem.
Tego drugiego poznałem kiedyś na mojej imprezie. Ją tą imprezę opiszę po mażenadzie o ile zdążę.
Poznacie z tej relacji Matjasa jakiego ja poznałem. To było bodaj 15 lat temu.
Na razie nieważne.

Tak, poczułem się urażony epitetami jakimi okrasił mnie arbo. Że pizdeczka, że tchórz - ja w sensie.
To dziwne... ja tu prezentuję poglądy i swoje stanowisko otwarcie. Nawet z ryja. Przy odrobinie zlej woli łatwo mnie wytropić w internatach. Z imienia i nazwiska. Nawet się linkowalem...

A tu tadeusz juda d... (de jak dupa) ukrywa się pod pseudonimem (kolejnym) i dzielny jest tylko w zamkniętych dla ogółu wątkach. Jego jeszcze łatwiej wytropić w sieci z imienia i nazwiska.
Skradziono mu w pytę zdjęć podobno. A ja mam kalendarz pana d... jak dupa nawet.

czego sie pan tadeusz wstydzi? to jego czcionka. tak sie wyroznial. nawet "polak" pisal z malej litery.
Taki styl. Wszyscy z małej bez wyjątku. Ciebie będzie pouczał z "polskiego".
Widz, rydz, wic itd.
To tadeusz juda de kopie pode mną dołek. Tchórz i złodziej, który kradnie czyjeś pomysły i przedstawia je jako swoje.

Węgry...
To moja druga ojczyzna.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.02.2026, 09:04   #10
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 903
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 3 godz 57 min 37 s
Domyślnie

Węgry...
To moja druga ojczyzna.

To najbardziej zaskakujący lud Europy.
Pod względem swego genotypu i fenotypu dzisiejsi Węgrzy mogą uchodzić za wzorcowych mieszkańców Europy Środkowej, niemal nic ich nie wyróżnia od słowiańskich sąsiadów poza językiem, który jest tak niezwykły i odmienny od wszelkich innych znanych języków Europy, jak żaden inny.
Język czyni jednak różnicę, wpływa na ogląd świata, na kulturę, tożsamość, mentalność.

Oczywiście nie wszystkie języki europejskie wywodzą się od wspólnego dla Europy i Indii prajęzyka, którym mówili kiedyś stepowi pasterze między Wołgą, Donem a Kaukazem. Baskowie też mówią dziś językiem, odmiennym od wszystkich innych, ale geneza baskijskiego jest rodzima, wiemy, że w czasach rzymskiego podboju znaczne części Hiszpanii i Galii mówiły podobnymi językami i że Baskowie to dawna ludność Starej Europy stworzonej przez neolitycznych rolników anatolijskich.
Finowie też mówią zupełnie odmiennym językiem, ale zamieszkują północne tereny Europy ciągnące się od środka Półwyspu Skandynawskiego po góry Ural, gdzie różne ludy mówią zbliżonymi do siebie, choć nie identycznymi językami, od Saamów (Lapończyków) na zachodzie po Permiaków na wschodzie.
Finowie mają więc wielu bliższych, jak Karelowie, Ingrowie, Wepsowie, Wotowie, Estończycy, i dalszych kuzynów, jak Maryjczycy, Mordwini czy Komi-Permiacy. I Finowie, i Baskowie, mieszkają na swych ziemiach od zawsze, tzn. nie mamy pojęcia, kto mieszkał tam przed nimi. Pewnie jacyś mezolityczni łowcy zbieracze.

Węgrzy natomiast wpakowali się w środek Europy w roku 896 do Kotliny Panońskiej, nad Dunaj, w miejsce, gdzie wcześniej żyli: Słowianie, Awarowie, Gepidowie i inni Germanie, Hunowie, Sarmaci, Rzymianie, Celtowie, Dakowie, Panonowie, Sigynnowie, Scytowie i tu kończą nam się nazwy etniczne, ale mamy jeszcze 5 tysiące lat środkowoeuropejskich kultur archeologicznych poczynając od pierwszych neolitycznych rolników, którzy stąd zrobili sobie bazę do powolnej ekspansji we wszystkie Europy strony. Węgrzy pojawili się w Europie, wtedy kiedy pojawiały się w niej także inne koczownicze ludy, tureckie, tylko że Węgrzy nie mówili językiem tureckim.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:41.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.