|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#21 |
|
Gość
Posty: n/a
Online: 0
|
Mesje Melą,
za wyjątkową (i pozytywną dość) aktywność w podwórkowym wątku nagrodzę Pana podwórkową historią, która zaprowadzi nas do adm. Józefa Unruga - postaci niezwyklej w swej skomplikowanej ale niezwykle ciekawej narodowej materii. A więc było tak. Znaczy zacznijmy od początku. Ostatni raz mój ojciec interweniował w szkole w mojej sprawie dokładnie w 1971 roku. A to właśnie w tej poruszonej już tu - rozwiązywania układu równań z dwiema niewiadomymi. Niestety... rok później zmieniłem miejsce zamieszkania z ul. Dąbrowskiego w Rumi, na Wincentego Gruny - Gdynia Obłuże. Dlaczego zginął Wincenty Gruna? "Weneda" strzelił pierwszy. Spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu. Był zimny marcowy wieczór. Młody mężczyzna zapukał do drzwi mieszkania Grunów na osiedlu Paged na Obłużu. - Ja do męża. Z komisariatu - powiedział, gdy Stefania Grunowa otworzyła drzwi. Poszedł do sąsiada, jeśli to coś pilnego, pójdę po męża - odpowiedziała, wkładając płaszcz. âWenedaâ szedł za nią bez słowa. Przed blokiem w ciemności "Dziewiętnastka" i âBogdanâ czekali na rozwój wypadków. - Dobry wieczór. O co chodzi?- spytał Gruna, przepuszczając żonę przodem i podchodząc do "Wenedy" . Wyrokiem Kierownictwa Walki Konspiracyjnej Armii Krajowej został pan skazany na karę śmierci! - wyrecytował szybko "Weneda" i strzelił. Ogień otworzyli także "Dziewiętnastka" i "Bogdan". Krzyk Grunowej rozdarł powietrze. Z pobliskiej jednostki wojskowej wybiegli marynarze, kilku zaniosło Grunę do mieszkania, inni rozbiegli się po okolicy, szukając zamachowców. --------------------------- Wincenty Gruna był sekretarzem koła dzielnicowego Polskiej Partii Robotniczej, Kaszubą z Lipusza, który jeszcze przed wojną przywędrował za pracą do Gdyni. Znalazł zatrudnienie w porcie. Po wojnie zaczął działać w związkach zawodowych, wstąpił do PPR. âMarzył o odnowie życia w Polsce. Chciał temu życiu nadać nowoczesną formę, rozmach, jak to robiono w Związku Radzieckim. Moim zdaniem, Wincenty Gruna był urodzonym marksistą i prześwietnym organizatorem. Na wyznaczonym mu przez Partię odcinku pracował znakomicie. (...) Marzył o tym, aby ta nasza Polska była silna, bogata i sprawiedliwa, aby już nigdy nie było w niej ludzi biednych i bezdomnych. Za taką Polskę zginął - pisał w periodyku "Litery" Stanisław Niemiec. Po śmierci został bohaterem. "Kule faszystowskiego podziemia wytrąciły z szeregów PPR wiernego syna Polski Ludowej" - tak wówczas pisano. Ulicę na Obłużu, przy której mieszkał, nazwano nazwiskiem Gruny. W roku 1981, w siedemdziesiątą piątą rocznicę jego urodzin na jednym z budynków umieszczono tablicę pamiątkową. ----------------------------- "Faszystowskie podziemie" to żołnierze z komórki WiN o kryptonimie Kadry Dywersyjne 111. Dowódcą dwóch grup wchodzących w skład KD 111 był kapitan Stanisław Kulik, pseudonim "Leszek", który na Wybrzeżu używał fałszywego nazwiska Wirski. Jan Wirski. To on wydał rozkaz likwidacji sekretarza Gruny. Rozkaz wykonali: Henryk Ernest "Bogdan", Jan Drelich "Dziewiętnastka" oraz "Weneda", którego nazwiska przez lata nie wymieniano w żadnych ubeckich dokumentach. To właśnie "Weneda" strzelił pierwszy, ale spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu... Wtedy huknęły pistolety kolegów. ----------------------------- Przyjrzyjmy się oficerowi, który wydał rozkaz. Zgodnie z regułami ówczesnej propagandy, âbandytaâ musiał być odrażający fizycznie. W przeciwieństwie do ubeka czy milicjanta. "Aparat władz Bezpieczeństwa jest ideowy i ofiarny, z poświęceniem, nie szczędząc życia, walczy o spokój i ład w krajuâ - pisał "Dziennik Bałtycki". A Kulik? "Był niski, potężnej tuszy, o przebiegłych latających oczkach i ulizanych, rzadkich jasnoblond włosach". Wśród podwładnych miał opinię zupaka, brutalnego i bezwzględnego wobec żołnierzy, a potulnego i uległego wobec przełożonych. Ponury watażka i tchórz. No i oczywiście lubił wypić. Tak charakteryzują "Leszka" Jan Babczenko i Rajmund Bolduan w wydanej w roku 1965 książce "Kryptonim KD 111". Kulik razem ze swoim zaufanym adiutantem "Cieniem" i sanitariuszką Janiną Prokop "Szarotką" przyjechał na Wybrzeże we wrześniu 1945 roku. W Orłowie, przy placu Górnośląskim otworzył sklep spożywczy, który nieźle prosperował. Babczenko i Bolduan opisują, jak stojąc za ladą, skrupulatnie odważa mąkę, i konstatują, że do tego właśnie się nadawał. Waldemar Kowalski z Muzeum II Wojny Światowej, który badał tę sprawę i sporządził obszerny biogram Kulika, ocenia, że Stanisław Kulik był żołnierzem odważnym i niezłomnym. Za kampanię 1939 roku otrzymał Krzyż Virtuti Militari, a potem, w konspiracji, dwukrotnie, w latach 1943 i 1944 - Krzyż Walecznych. Jako zawodowy podoficer walczył we Wrześniu w batalionie czołgów wchodzącym w skład Armii Prusy, a po rozbiciu jednostki w rejonie Janowa Lubelskiego skupił wokół siebie ponad 350 żołnierzy i walczył dalej. Wzięty do niewoli, po miesiącu uciekł z obozu jenieckiego w Hamburgu i powrócił na rodzinne Podlasie. Zbierał i magazynował broń, tworzył konspiracyjne grupy. W 1940 roku wstąpił do organizacji Miecz i Pług, ale wkrótce został zadenuncjowany i musiał się ukrywać. W czasie próby zatrzymania zastrzelił czterech Niemców" W 1943 roku Miecz i Pług został włączony w struktury Armii Krajowej. Kulik został ponownie zaprzysiężony i na czele stworzonego przez siebie oddziału partyzanckiego brał udział w wielu akcjach. Nie wiadomo, dlaczego w 1944 roku przeszedł do Batalionów Chłopskich. - Może został odkomenderowany? - zastanawia się Waldemar Kowalski. Mianowano go wykładowcą w obozie szkoleniowym BCh, a z czasem objął dowództwo nad własnym, 250-osobowym oddziałem, który uprawiał dywersję na zapleczu wojsk niemieckich. Po wejściu Sowietów ujawnił się i wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Został dowódcą kompanii w Oficerskiej Szkole Broni Pancernej w Chełmie Lubelskim. W nocy 3 marca 1945 roku, pozorując ćwiczenia, wyprowadził swoją kompanię w pełnym uzbrojeniu do lasu. Ruszył pościg. Kilku żołnierzy zostało zabitych, kilku aresztowano, ranny Kulik ukrywał się w leśniczówce, gdzie trafili na niego akowcy. Gdy tylko wyzdrowiał, został komendantem placówki WiN w gminie Rakołupy. Zorganizował oddział leśny, który przeprowadził wiele akcji ekspropriacyjnych. Ekspropriacja to wywłaszczenie w celu pozyskania funduszy na działalność konspiracyjną - podają encyklopedie. Częste były akcje ekspropriacyjne w czasie powstania styczniowego, przeprowadzały je też Organizacja Bojowa PPS, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, Armia Ludowa oraz Wolność i Niezawisłość. - Wie pani, jak odróżnić bandytę od partyzanta? - pyta profesor Piotr Niwiński, który także zajmował się sprawą Kulika. - Profesor Tomasz Strzembosz mawiał, że jeśli wejdzie do chałupy mężczyzna i zabierze gospodarzowi kożuch, buty, chleb oraz słoninę i zostawi pokwitowanie, to jest partyzantem. Jeśli natomiast weźmie dodatkowo damskie sukienki i pończochy - jest złodziejem... Kulik zbierał pieniądze i kupował broń. Jego żołnierze walczyli z funkcjonariuszami UB i MO. Zastrzelili także sowieckiego oficera. W książce Babczenki i Bolduana znajduję opis tego wydarzenia: Któregoś lipcowego dnia porucznik Piotr Dektarenko, oficer Armii Czerwonej, szedł polną drogą w kierunku pobliskiej stacji kolejowej. Kilkudniowy urlop, który spędził u młodej żony w Janówce, pozostawił w pamięci miłe wspomnienia. Dektarenko był dobrej myśli, wojna się przecież skończyła, wkrótce jego jednostka powróci do kraju. Zabierze ze sobą żonę i zawsze już będą razem. (...) Nagle rozległ się przeciągły gwizd i jak spod ziemi wyrosło kilkunastu mężczyzn ubranych na poły po cywilnemu, na poły po wojskowemu... Wokół Kulika robi się gorąco. Musi zniknąć z tego terenu. To rozkaz. Dokąd jechać? Ziemie odzyskane były miejscem, gdzie dość łatwo można było się ukryć. Zjeżdżali tam ludzie z całego kraju. Kresowianie i warszawiacy pokiereszowani przez wojnę i okupację, wyzuci z domów szukali tam swojego miejsca do życia. Albo możliwości ucieczki przez "zieloną granicę". Stanisław Kulik mieszka z "Szarotką" w Gdyni. Babczenko i Bolduan opisują ją zgodnie ze schematem: "Młodsza od niego o prawie dwadzieścia lat tęga wiejska dziewczyna o kruczoczarnych włosach, prostej, dość pospolitej twarzy i obfitym biuście. "Być może "Tarzan" imponował jej energią i bezwzględnością, z jaką dążył do obranego celu, albo też darzyła go miłością. Ufała mu bezgranicznie i ślepo wierzyła w jego szczęśliwą gwiazdę". -------------------------------- cdn |
|